ROZDZIAŁ 5 — KOBIETA ZA DRZWIAMI 614

OSTATNIE NAZWISKO NA OPASCE

ROZDZIAŁ 5 — KOBIETA ZA DRZWIAMI 614

Ciężkie stalowe drzwi otwierały się powoli.

Zawiasy jęknęły przeciągle.

Nikt się nie poruszył.

Emilia czuła, jak serce uderza jej o żebra.

Policjant uniósł latarkę.

Promień światła przeciął ciemność.

W pokoju siedziała starsza kobieta.

Proste siwe włosy opadały na ramiona.

Miała na sobie stary biały fartuch lekarski.

Na kolanach trzymała gruby segregator związany wyblakłą czerwoną tasiemką.

Spojrzała na Emilię i uśmiechnęła się łagodnie.

– Wreszcie przyszłaś.

Emilia zmarszczyła brwi.

– Znam panią?

Kobieta pokręciła głową.

– Nie.

– Ale ja znam ciebie od dnia, w którym zaczęłaś tutaj pracować.

Zapadła cisza.

Lena ścisnęła dłoń Emilii.

– Kim pani jest?

Starsza kobieta powoli wstała.

– Nazywam się Helena Wysocka.

Nazwisko zabrzmiało znajomo.

Marek nagle pobladł.

– To niemożliwe…

Emilia spojrzała na niego.

– Zna ją pan?

– Cały szpital uważał, że zginęła dziewięć lat temu.

Helena uśmiechnęła się smutno.

– Tak było wygodniej.


Pokój wyglądał tak, jakby czas zatrzymał się przed dekadą.

Na półkach stały zakurzone teczki.

Stare monitory.

Metalowe szafy.

Na ścianie wisiał plan szpitala.

Emilia podeszła bliżej.

Plan różnił się od współczesnego.

Między piątym a szóstym piętrem rzeczywiście zaznaczono dodatkowy poziom.

Poziom Kliniczny – Oddział 614.

– Więc to miejsce naprawdę istniało – wyszeptała.

– Nadal istnieje – odpowiedziała Helena.

– Tylko zostało wymazane z dokumentów.


Profesor Damian Różycki z całej siły uderzył pięścią w drzwi windy na górze.

– Otwierać!

Ochroniarze szarpali za panel sterowania.

Bez skutku.

Jeden z nich spojrzał nerwowo.

– Panie profesorze…

– Co?!

– Policja zamknęła cały budynek.

Profesor odwrócił się gwałtownie.

Na końcu korytarza pojawili się kolejni funkcjonariusze.

Za nimi szli dziennikarze.

Kamery nagrywały każdą sekundę.

Różycki po raz pierwszy od wielu lat poczuł, że traci kontrolę.


Na ukrytym poziomie Helena położyła segregator na stole.

– Otwórz.

Emilia rozwiązała tasiemkę.

Pierwsza strona.

Lista nazwisk.

Lekarze.

Pielęgniarki.

Pacjenci.

Obok każdego nazwiska znajdowała się czerwona pieczęć.

USUNIĘTO Z REJESTRU.

– Co to jest?

– Ludzie, którzy zadawali zbyt wiele pytań.

Emilia przewróciła kolejną stronę.

Zdjęcia.

Raporty.

Podpisy.

Każdy dokument nosił ten sam podpis.

Damian Różycki.

Lena zakryła usta.

– On niszczył kariery…

– Nie tylko kariery – odpowiedziała Helena.

– Niszczył całe życia.


Marek podszedł do jednej z metalowych szaf.

Drżały mu ręce.

Na drzwiach wisiała mała tabliczka.

ARCHIWUM PACJENTÓW.

Powoli otworzył szafę.

W środku leżały setki kart.

Uporządkowane alfabetycznie.

Nagle zamarł.

– Nie…

Wyciągnął jedną teczkę.

Na okładce widniało nazwisko.

Anna Domańska.

Jego córka.

Ta sama, która zaginęła dziewięć lat wcześniej.

Marek otworzył teczkę.

W środku znajdowało się zdjęcie.

Anna siedziała na szpitalnym łóżku.

Uśmiechała się.

Zdjęcie wykonano dwa dni po jej oficjalnym “zaginięciu”.

Marek osunął się na krzesło.

Łzy spłynęły po jego twarzy.

– Ona żyła…

Helena skinęła głową.

– Przez kilka miesięcy.

– Dlaczego?

– Bo odkryła coś, czego nie powinna była zobaczyć.


Emilia zamknęła segregator.

– Dlaczego pani została?

Helena spojrzała na zakurzone ściany.

– Bo ktoś musiał pilnować dowodów.

– Przez dziewięć lat?

– Tak.

– Sama?

– Nie zawsze.

– Kto jeszcze wie o tym miejscu?

Helena zawahała się.

– Było nas siedmioro.

– A teraz?

– Zostałam tylko ja.


Nagle rozległ się głuchy huk.

Cały korytarz zadrżał.

Kurz posypał się z sufitu.

Policjant chwycił za radio.

– Co się dzieje?!

Trzaski.

Zakłócenia.

Po chwili usłyszeli głos.

– Wszystkie jednostki!

– Nieznane osoby próbują dostać się na poziom podziemny!

Helena pobladła.

– On wie.

– Profesor?

– Tak.

– Jak?

– Bo sam zaprojektował system zamknięcia tego miejsca.

Kolejny huk.

Tym razem znacznie bliżej.

Metalowe drzwi na końcu korytarza lekko się wygięły.

Lena cofnęła się o krok.

– Oni chcą wejść.

– Nie po dokumenty – powiedziała Helena.

– To po was.


Emilia rozejrzała się po archiwum.

Na przeciwległej ścianie zauważyła starą metalową skrzynkę z napisem:

KOPIA BEZPIECZEŃSTWA.

Otworzyła ją.

W środku znajdowały się dziesiątki kaset, dysków i płyt.

Każdy nośnik był opisany datą.

Helena uśmiechnęła się.

– Tego najbardziej się boją.

– Dlaczego?

– Bo są tam wszystkie nagrania.

– Wszystkie?

– Każde usunięte nagranie z tego szpitala.

Emilia spojrzała na stos nośników.

To nie były dowody jednej sprawy.

To była historia wielu lat.

Historia ludzi, których uciszono.


Nagle radio policjanta ożyło.

– Uwaga!

– Profesor Różycki właśnie opuścił budynek!

Emilia odwróciła się.

– Uciekł?

– Nie.

Po chwili padły kolejne słowa.

– Wsiadł do ambulansu numer dwanaście.

– Kieruje się do starego skrzydła.

Helena zamknęła oczy.

– Za późno…

Rozległ się przeraźliwy zgrzyt.

Stalowe drzwi prowadzące do pokoju 614 wybrzuszyły się pod potężnym uderzeniem z drugiej strony.

Jeszcze jedno uderzenie.

Śruby zaczęły wyskakiwać z framugi.

Policjant wyciągnął broń, ale nie wycelował.

– Wszyscy za mnie!

Emilia chwyciła czerwony segregator.

Lena podniosła skrzynkę z nośnikami.

Marek przycisnął do piersi teczkę swojej córki.

Trzecie uderzenie.

Drzwi pękły.

Przez szczelinę wsunęła się czyjaś dłoń w czarnej skórzanej rękawiczce.

A zza drzwi rozległ się spokojny głos profesora Damiana Różyckiego:

Oddajcie dokumenty… a może jeszcze uda się uratować komuś życie.

Drzwi zaczęły ustępować.