Lucjan wszedł do środka. Chłodne powietrze wdarło się do lobby, ale żar pod skórą Eleny nie zgasł. Zrobiła zaledwie kilka kroków, gdy zatrzymała się, przycisnęła dłoń do piersi i próbowała opanować oddech. To nie było zwykłe zmęczenie — to było coś, czego nie potrafiła nazwać.

Spojrzała w stronę głównej alejki prowadzącej do spa nad dużym jeziorem. Sucho liście chrzęściły pod jej stopami, a każdy krok brzmiał jak wejście do innego świata. Tam, w głębi lasu, czekał ukryty wodospad — wysoki na około dziesięć metrów, spływający do basenu czystego jak rozbite szkło. Woda była idealna, chłodna, zapraszająca.
Elena weszła do niej lekko, bez pośpiechu. Poczuła, jak chłód obejmuje jej ciało, ale to nie wystarczyło. Zanurzyła się głębiej, aż woda sięgnęła jej ramion, jakby chciała zniknąć w sekundę. Przez chwilę myślała, że to pomoże — że wyrzuci z siebie wszystko, co narosło jej w głowie.
Ale wiedziała, że to tylko złudzenie. Przełknęła ciężko ślinę i powoli dopłynęła do skały, gdzie czekały złożone ubrania. Wyszła z wody, owinęła się ręcznikiem i ruszyła z powrotem do ośrodka. Nie pamiętała, ile czasu zajęła jej ta droga.
Las wydawał się gęstszy, cienie cięższe, a każdy krok rozciągał nutę gotową do zerwania. Gdy w końcu dotarła do budynku, miała już ruszyć do lobby, gdy usłyszała za sobą głos — niski, napięty, znajomy. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła Lucjana. Stał tam, patrząc na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy.
— Wyglądasz, jakby ktoś wrzucił cię do jeziora — powiedział, a w jego głosie brzmiało coś więcej niż zwykła uwaga. Elena poczuła, jak serce wali jej w piersi. Oparła się plecami o drewnianą ścianę przy wejściu i spróbowała odzyskać równowagę. Lucjan podszedł bliżej, ale nie powiedział nic więcej.
Wiedział, że coś się między nimi zmieniało, ale mówił sobie, że kontroluje sytuację. Zawsze kontrolował wszystko — aż do dziś, aż do momentu, gdy zobaczył Elenę stojącą w chłodnej wodzie leśnego jeziora. Aż do tego popołudnia, gdy przechyliła głowę pod wodospadem i jej włosy rozbłysły w słońcu. Wieczorem Elena weszła do swojego pokoju i oparła się o drzwi, jakby właśnie uciekła przed burzą.
Oddychała głęboko, próbując opanować myśli. Potem usłyszała pukanie. Otworzyła drzwi — stał tam Lucjan. Skinęła głową i wpuściła go do środka.
— Tamtego wieczoru — zaczął cicho — wróciłem do domu i przeczytałem wszystko. Hemingwaya, Morrisona, nawet tę książkę, o której mówiłaś. Chciałem zrozumieć, co widzisz w tych historiach. Co widzisz we mnie.
Elena poczuła, jak coś w niej mięknie. Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, usłyszeli kroki na korytarzu. Drzwi otworzyły się bez pukania — do środka wszedł Richard, dyrektor generalny. Jego wzrok padł na nich oboje, a twarz stężała.
— Co tu się dzieje? — zapytał ostro. Lucjan podszedł do Eleny i stanął obok niej, jakby chciał ją zasłonić. Nie odpowiedział od razu.
Zamiast tego spojrzał Richardowi prosto w oczy. — To prywatna rozmowa — powiedział spokojnie. Richard prychnął. — Nie w firmie.
Mamy problemy z projektem w Europie, a wy tu… — urwał, kręcąc głową. — Jutro zebranie zarządu. Chcę wyjaśnień.
Wyszedł, trzaskając drzwiami. Elena odwróciła się do Lucjana, ale on już patrzył w stronę wyjścia, jakby planował coś więcej. Następnego dnia sala konferencyjna była wypełniona. Richard otworzył spotkanie, przedstawiając raporty o niepowodzeniach ekspansji.
Potem spojrzał na Lucjana. — Potrzebujemy zmian — powiedział. — Zaproponowałem, żebyś przejął kontrolę nad całością operacji. Zanim Lucjan zdążył zareagować, do głosu doszedł Theo, młodszy menedżer, który od tygodni obserwował całą sytuację.
— To nie jest dobre rozwiązanie — oznajmił, zapinając kamizelkę. — Lucjan może być świetny w strategii, ale brakuje mu kontroli nad zespołem. Wszyscy widzieli, co się dzieje między nim a panią Rot. Lucjan zmierzył Theo wzrokiem, ale ten nie ustąpił.
— Pod warunkiem, że Elena będzie raportować bezpośrednio do mnie — dodał Theo. Elena wstała. Czuła, jak serce bije jej mocniej, ale głos miała spokojny. — Nie otrzymałam żadnych przywilejów — powiedziała.
— Moje raporty i strategie dotyczące ekspansji w Europie mówią same za siebie. Jestem transparentna. Na sali zapadła cisza. Lucjan odwrócił się do niej i przez chwilę patrzył jej prosto w oczy.
Potem podszedł bliżej, a każde jego słowo brzmiało jak przysięga. — To nie ma znaczenia, kto kontroluje projekt — powiedział cicho. — Liczy się to, co jest między nami. Richard spojrzał na nich obojga i wstał.
— Dość. Spotkanie zakończone. Decyzję ogłoszę jutro. Gdy wszyscy wyszli, Lucjan podszedł do Eleny i objął ją w talii.
Przyciągnął ją do siebie, a ona nie opierała się. — Chyba zaczynam się do tego przyzwyczajać — szepnęła z uśmiechem. Lucjan odpowiedział uśmiechem i pocałował ją w czoło. — To dopiero początek.
Tego wieczoru, gdy szła przez ogród, czuła, że coś się zmieniło. Szklane drzwi otworzyły się, a lekki powiew przyniósł zapach wilgotnej ziemi. Lucjan dogonił ją i wziął za rękę. — Czasami trzeba trochę rozumu, żeby trafić we właściwe miejsce — powiedział.
Elena ścisnęła jego dłoń. Wiedziała, że przed nimi jeszcze wiele przeszkód, ale po raz pierwszy od dawna czuła, że nie musi stawiać im czoła sama. — I co teraz? — zapytała.
Lucjan zatrzymał się i spojrzał na nią. — Teraz? Zaczynamy od nowa.
I w tej chwili, pod rozgwieżdżonym niebem, oboje wiedzieli, że to dopiero początek ich wspólnej historii.


