Krew natychmiast uderzyła mi do głowy. Zuzia, widząc mnie, rzuciła się w moją stronę jak do wybawiciela. W tym momencie zamek w drzwiach zazgrzytał i do mieszkania wszedł mój mąż Tomasz. Moje serce do teraz boli.

Powiedziałam, że zawiozę ją do szpitala, ale ona krzyknęła, że nie pojedzie do żadnego szpitala. Tomasz podszedł do mnie i zniżył głos, w którym zabrzmiała groźba. Potem odwrócił się do mnie i z rozkazującym tonem powiedział: „Weronika”. Chwyciłam Zuzi za rękę, odwróciłam się i ruszyłam do sypialni.
Weszłam do pokoju, wyciągnęłam z szafy największą walizkę i zaczęłam pakować rzeczy. Tomasz wszedł do środka. Równiutko złożyłam sukienkę Zuzi i włożyłam ją do walizki. Zbliżył się do mnie z groźbą, próbując użyć dziecka jako karty przetargowej.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Magdy. Pół godziny później usłyszałam dzwonek do drzwi. Czas wziąć się do pracy. Zarabia dużo, a do tego ma cwaną matkę.
Każdy z nich wydawał się z mojej perspektywy gigantyczną górą do pokonania. Tomasz krzyknął: „Wracaj z dzieckiem natychmiast do domu. To pojadę do twoich rodziców i narobię takiego krzyku”. Magda wprowadziła nas do pięknie urządzonego mieszkania z dwiema sypialniami.
Ucięła, wstawiając moją walizkę do środka: „Zrób jej coś do jedzenia, a ja pójdę do gabinetu i pomogę ci uporządkować twój plan działania”. Gdy ułożyłam Zuzi spać, weszłam do gabinetu. Teraz powrót do branży brzmi dla mnie jak czysta fikcja. Pomyślałam o tym, jaki krój jest wygodny do zabawy, jakie zapięcia ułatwiają życie rodzicom.
Tomasz dzwonił i groził: „Wiem, że za tym stoisz i ładujesz jej do głowy pomysły”. Magda rozłączyła się i mrugnęła do mnie. Czułam niezwykłą wdzięczność do Magdy. Następnego ranka zaprowadziłam Zuzi do tymczasowego żłobka załatwionego przez Magdę.
Córka odwracała się do mnie na każdym kroku, a mnie pękało serce. Tomasz znał moje hasło do tego konta i w najtrudniejszym dla mnie momencie odciął mnie od ostatnich środków do życia, mając nadzieję, że bez grosza wrócę do niego z płaczem. Krzyczałam do słuchawki: „Twój czas należy do rodziny, a skoro używasz go na zarabianie na boku, te pieniądze też należą do rodziny”. Wybrałam numer do mamy.
Teściowa starsza to tak ma co do pieniędzy. Powiedziała: „Musimy mu dołożyć 100 000 zł do wkładu własnego na mieszkanie w bloku”. Napisałam bezwstydnie wiadomość do Magdy. Pobiegłam do nich, wyrwałam córkę i stanęłam na drodze.
Tomasz syknął: „Będziesz potulna i wycofasz rozwód i pójdziesz z płaczem do mojej matki. Zniszczę cię do cna”. Zdecydowałam na radę Magdy przejść do kontrofensywy. Powiedziałam: „Oferujecie nam pieniądze, które prawnie należą do mojej klientki”.
Zobaczyłyśmy Klaudię przywierającą namiętnie do skroni Tomasza.


