Siedziałam z mamą przy stole i próbowałam wyjaśnić jej, że przez cały rok płaciłam czynsz za mieszkanie, które Brenda, moja siostra, traktowała jak swoje. W końcu mi przerwała i powiedziała, że nie ma zamiaru tego słuchać. Złościło ją, że w ogóle poruszam ten temat. Potem przyszła ta druga sprawa: przeprowadzam się do innego miasta.

Mama zesztywniała i zaczęła mówić, że skoro tak, to powinnam zrozumieć, że one potrzebują tego mieszkania dla siebie. Była tą, która dzwoni do matki w każdą niedzielę równo o dziesiątej rano. Tak strasznie się cieszyła, że wraca do domu.


