Idealnie pasowałam do ludzi stojących w tym pokoju. Co masz na to do powiedzenia? Zaczęłam powoli iść do przodu. Jedwab przylegał do mojej ciężkiej figury, wyglądając żałośnie i tragicznie.

Drzwi do sypialni dla gości otworzyły się z hukiem. Lena, oszalałaś do reszty? Uciekają się do siły fizycznej. Patrzyły mi prosto w twarz, niemożliwe do przeoczenia.
Zrobiłam krok do przodu, zmuszając go do cofnięcia się. Dziewczyny ustawiają się do niego w kolejce. Dwóch strażników natychmiast podeszło do niej. Macie dokładnie 10 minut na spakowanie waszych śmieci do toreb, albo osobiście wyrzucę je do zsypu na śmieci.
Bartek gorączkowo wrzucił kilka garniturów do swojej małej torby podręcznej, dokładnie tej samej, z którą cztery miesiące temu wkroczył do mojego domu. Zwinięłam drogi dywan i bez wahania zaciągnęłam go do pralni, planując, że rano dozorca wyrzuci go do kontenera. Zaczął patrzeć na Rolexów za 40 000 zł, na skórzane oxfordy znanych marek i markowe koszule, które kosztowały połowę jego miesięcznej pensji i naturalnie to ja za to wszystko płaciłam. Zarabiał marne 150 000 zł rocznie jako nisko postawiony asystent administracyjny.
Kochał mnie, swoją jedyną córkę, do szaleństwa. Wynagrodzenie podstawowe zaczyna się od 600 000 zł rocznie plus premia i opcje na akcje. Zaczął wychodzić do eleganckich barów koktajlowych, grając wielkiego pana. Ze swojej nowej, błyszczącej pensji wynoszącej 600 000 zł rocznie nie przyczynił się ani groszem do utrzymania mieszkania.
Zaciągnęłam jedwabny szlafrok i poszłam do holu. Przyjeżdżam do domu Bartka. Przenoszę się do pokoju Leny. Tymczasem ciężka figura mojej szwagierki rozciągała mój jedwabny strój do granic możliwości, sprawiając, że gorset wyglądał jakby miał eksplodować, niszcząc ubranie warte 20 000 zł.
Blanka zatrzymała się i bezwstydnie uśmiechnęła się do mnie. Odmówiłam zniżania się do poziomu histerycznej wiejskiej kłótnicy. Podeszłam powoli do mojej zniszczonej sukienki. Naprawa będzie kosztować ponad 20 000 zł.
Często wracając do domu wyczerpana około 20. Idź do kuchni. Bił brawo do jej rozkazów. Kłóciły się o pilota do telewizora.
Te nagrania były gwoździami do ich trumien. Wślizgnęłam się cicho do budynku i podeszłam do opancerzonych drzwi mojego mieszkania. Po prostu zaprosiłam kilku sąsiadów z miasteczka do siebie. Należy wyłącznie do mnie.
Dobrzy ludzie, bogacze okradają nas do cna. Dokładnie 120 000 zł. Sparaliżowani perspektywą spłacenia 120 000 zł długu, wyrzuceni z elitarnej stolicy świata, obarczeni wstydem i długami, wsiedli do autobusu dalekobieżnego PKS i wrócili do podupadłego regionu, roniąc żałosne łzy.


