Kiedy dzwonek telefonu rozdarł ciszę nocy, wiedziałem, że to nie może być nic dobrego. To była nocna pielęgniarka z domu moich rodziców. Powiedziała, że ojciec wycelował z broni do Piotra i że Piotr upadł. Nie pytałem o szczegóły.

Rzuciłem słuchawkę, złapałem kluczyki i wybiegłem z domu. Po drodze wykręcałem numer Anny pięć razy. Nic. Cisza w słuchawce bolała bardziej niż wszystko inne.
Brama do posiadłości Nowaków była zamknięta. Wysiadłem z samochodu, szarpałem za pręty, ale nie ustąpiły. Zamiast jechać do Piotra, zadzwoniłem do Krawczyka, a potem do prokuratora. Każda sekunda była dla Anny, nie dla nich.
Kiedy w końcu dotarłem do domu rodziców, zastałem tylko chaos. Ojciec siedział w fotelu, milczący, z wzrokiem wbitym w podłogę. Piotra nie było. Anna przebywała gdzieś, gdzie nie mogłem do niej dotrzeć.
Zadzwoniłem do Pawła Maja. Powiedziałem tylko: “Zabierz mnie do niej”. Oni potrzebują jej, żeby była niezdolna do sprzeciwu. Miałem rację.
Anna została przewieziona nad ranem do szpitala, nie do żadnego ośrodka terapii. W szpitalu, w pokoju bez okien, z pielęgniarką, która nie odpowiadała na pytania. Zrozumiałem wtedy, że to nie jest leczenie. To była izolacja.
Zadzwoniłem do Roberta Malinowskiego z banku północnego. Kazałem zamrozić wszystkie konta rodzinne. Potem zadzwoniłem do doktor Lee, potem do adwokata. Każdy telefon był jak cegła w murze, który budowałem, żeby ich zatrzymać.
Do szkoły Kuby pojechałem następnego dnia rano. Kuba stał na korytarzu, z plecakiem, z oczami, które widziały za dużo. Powiedziałem mu tylko: “Chodź, jedziemy do domu”. Piotr był w areszcie.
Anna w szpitalu. Kuba został ze mną. Piotr zadzwonił dwadzieścia minut później. “Daj mi go do telefonu” – powiedziałem.
“Tato, chcę do mamy” – usłyszałem głos Kuby. “Przywieź go do mnie” – odpowiedział Piotr. “Nie mów do niego” – warknąłem. “Zadzwoń do ojca” – powiedział Piotr.
“Nie gadaj do niego! ” – krzyknąłem. Dopadłem do podestu w chwili, gdy padł strzał. Widziałem tylko ojca, który mierzył do mnie z broni.
Potem coś uderzyło mnie w ramię, a świat zawirował. Obudziłem się w szpitalu. Lekarz powiedział, że kula przeszła przez mięsień, że będę żył. Anna leżała w pokoju obok, z rękoma na kołdrze, z wzrokiem, który nic nie widział.
Pielęgniarka powiedziała, że nie wolno mi z nią rozmawiać. Wtedy zrozumiałem, że to nie jest szpital. To jest więzienie dla niej. Kiedy mnie wypisali, pojechałem do Krawczyka.
“Mamy wejście do leśnej przystani” – powiedziałem. Krawczyk skinął głową. Mieliśmy dowody na to, co ojciec robił w lesie. Dokumenty, które ukrywał w przystani, dotyczyły ludzi, którzy już dawno zniknęli.
Postanowiliśmy działać. Najpierw wysłałem pisma do prokuratora, do komendy, do dwóch redakcji, które miały odwagę pisać prawdę. Potem zadzwoniłem do spółki Piotra, do fundacji, do kancelarii obsługującej rodzinny majątek. Każde pismo było jak cios.
W końcu zadzwoniłem do Elżbiety Nowak. “Przyjedź do telewizji” – powiedziała. “Opowiedz wszystko. ”
Ojciec próbował się bronić.
Zadzwonił do mnie, krzyczał, że zniszczę rodzinę. Nie odpowiedziałem. Anna wróciła do pracy stopniowo. Nie do salonów, ale do firmy logistycznej, którą kiedyś planowałem jej przekazać.
Kuba zaczął się uśmiechać. Piotr wyszedł z aresztu, bo nie było dowodów na to, że strzelał pierwszy. Ojciec trafił do więzienia, ale to nie koniec. Dokumenty z leśnej przystani szły do osobnego postępowania.
Krawczyk pochylił się do adwokata i zaczął szeptać. Pewnego zimowego wieczoru przyszedł list. Nie miał nadawcy, ale wiedziałem, od kogo jest. Włożyłem list do kominka, nie otwierając go.
Anna spojrzała na mnie, a ja skinąłem głową. Kuba zapytał: “Jedziemy do domu? ” “Tak” – powiedziała Anna. “Ale najpierw pojedziemy do dziadka.
” Kuba odwrócił się do mnie, ale ja patrzyłem na Annę. Ona miała prawo do własnego głosu. To było jedyne, co mogłem jej dać. Doktor Lee kazał przewieźć Annę do normalnej kliniki na dalsze badania.
Krawczyk wysłał zawiadomienie do leśnej przystani. Wieczorem wróciłem do domu. Anna siedziała przy stole, rozkładała dokumenty. “To moja decyzja” – powiedziała.
“Wszystko, co zostało po ojcu, należy do nas. ” Milczałem, bo nie było już nic do powiedzenia. Patrzyłem na nią, jak układa papiery w równy stos. Wtedy zrozumiałem, że wojna się skończyła.
Nie wygraliśmy, ale przetrwaliśmy. I to było wszystko, co się liczyło.


