Nie wyobrażałam sobie, że można zostać pogrzebaną żywcem we własnym ciele. Leżałam na szpitalnym łóżku, słyszałam każde tyknięcie zegara, ale nie mogłam poruszyć nawet palcem. Mój oddech zależał od aparatury, a życie od kroplówki. Nazywano mnie żelazną damą, zarządzałam korporacją odziedziczoną po ojcu.

Teraz byłam tylko bezwładnym ciałem, ofiarą rzadkiej choroby neurologicznej, którą zdiagnozował u mnie doktor Dariusz, przyjaciel rodziny. Wszystko zaczęło się od mrowienia w palcach. Potem paraliż objął ramię, nogi, aż w końcu straciłam głos. Nie mogłam już przełykać, więc założono mi sondę.
Odwiedzała mnie siostra Weronika, która płakała nad moim łóżkiem i opowiadała o naszym dzieciństwie. Mąż Szymon, człowiek, którego ojciec uważał za oszusta, spał obok na sofie, mył mi twarz i szeptał słowa otuchy. Czułam się kochana, otoczona troską. Tej nocy obudziło mnie skrzypienie drzwi.
Do pokoju wszedł Szymon. Jego oczy były puste, pozbawione ciepła. Stał nade mną jak posąg, a w dłoni trzymał strzykawkę wypełnioną gęstą, czarną cieczą. Moje serce oszalało, ale ciało pozostało nieruchome.
Wbił igłę w port kroplówki i wtłoczył truciznę do mojego krwiobiegu. Poczułam palący żar, jakbym miała w żyłach lawę. Monitor serca zawył, ale nikt nie przyszedł. Szymon pochylił się i wyszeptał mi do ucha: „Twój czas dobiega końca, kochanie.
” Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam, był długi, przenikliwy pisk i zapadająca ciemność. Obudziłam się o poranku. Żyłam. Pokój był pusty, sofa, na której spał Szymon, wyglądała na nietkniętą.
Moje ciało było jeszcze bardziej sztywne niż wcześniej. Do pokoju weszli doktor Dariusz i Weronika. Lekarz z satysfakcją oznajmił, że mój stan się pogorszył, a Weronika płakała krokodylimi łzami. Wyciągnął strzykawkę z żółto-zielonym płynem.
Po wstrzyknięciu go, świat wokół mnie zaczął wirować w przerażających halucynacjach. Nie mogłam uciec od tych koszmarów. Gdy doktor wyszedł, Weronika usiadła obok mnie. Jej twarz zmieniła się w wyraz czystej nienawiści.
„Jaka szkoda, że nie dożyjesz do końca miesiąca, siostrzyczko” – syknęła. Wyznała, że to ona i doktor Dariusz od dawna mnie trują, aby przejąć firmę. Dodała, że pozbyła się już Szymona, który „był do niczego”. Zrozumiałam wtedy, że byłam otoczona wilkami w owczej skórze.
Ale pomyślałam o telefonie, który ukryłam pod materacem trzy tygodnie temu, gdy zaczęłam podejrzewać lekarzy. Kiedy Weronika wyszła, z całych sił skupiłam się na ruchu. Z ogromnym bólem, jakby tysiące igieł wbijało się w moje ciało, zdołałam poruszyć palcem, potem dłonią. W końcu udało mi się sięgnąć po telefon i ukryć go pod udem.
Nagle drzwi się otworzyły. To była tylko pielęgniarka. Zamarłam, bo telefon mógł się wysunąć. Na szczęście, po krótkiej kontroli, wyszła.
Wtedy zaczęłam przeglądać nagrania z ukrytej kamery, którą zainstalowałam w sali. Obraz z ostatniej nocy był druzgocący. Zobaczyłam, jak doktor Dariusz i Weronika wstrzykują mi truciznę i śmieją się, planując moją śmierć przed walnym zgromadzeniem. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
To była Weronika, która wróciła po zapomnianą torebkę. W panice próbowałam wyłączyć telefon, ale ekran rozbłysnął z maksymalną jasnością. Zanim rzuciła się na łóżko, zdążyłam wcisnąć telefon pod materac. Zaczęła mnie przesłuchiwać, ale udawałam martwą.
Chwyciła mnie za twarz, ale nic nie znalazła. Potem wepchnęła mnie na wózek i podwiozła do otwartego okna. „Jak łatwo zakończyć życie, jeśli tylko poddamy się rozpaczy. Smutna tragedia samobójcza” – szepnęła, pchając moje ciało w stronę przepaści.
Zanim jednak zdążyła mnie zepchnąć, moje oczy dostrzegły coś w budynku naprzeciwko. Światło latarki migało w morsie. Odczytałam: „Szymon w Ciechocinku, dziś w nocy nie bierz żadnych leków. ” To był mój mąż.
Nie zdradził mnie. Czuwał. Weronika, zniecierpliwiona moim brakiem reakcji, zamknęła okno. Wyciągnęła trzy czerwone pigułki.
„To spowoduje zawał. Czyste zakończenie, bez podejrzeń” – powiedziała, wpychając mi je do ust i zalewając wodą. Pamiętając ostrzeżenie Szymona, z całej siły powstrzymałam odruch przełknięcia. Wykorzystując każdy skrawek energii, gwałtownie zakaszlałam, wypluwając całą zawartość ust prosto na jej sukienkę.
Wrzeszczała z furii, ale nie miała już amunicji. Zostawiła mnie z groźbą, że wróci w nocy z doktorem Dariuszem i dokończy dzieło. Leżałam sama, czekając na północ. O 23:45 usłyszałam kroki.
O północy cały szpital pogrążył się w ciemności. Usłyszałam odgłosy walki na korytarzu. Drzwi otworzyły się i poczułam, jak ktoś zakłada mi na twarz ścierkę nasączoną środkiem usypiającym. Utrata przytomności mieszała się z krzykami.
Gdy odzyskałam oddech, ktoś podał mi maskę tlenową. „Oddychaj głęboko, kochanie. Jestem tu z tobą” – usłyszałam głos Szymona. Wstrzyknął mi antidotum, a ja poczułam, jak moje ciało zaczyna wracać do życia.
W drzwiach stanęła rozwścieczona Weronika i doktor Dariusz. Wtedy Szymon uniósł ekran mojego telefonu, na którym było nagranie z ukrytej kamery. Połączył go z głośnikami szpitala, tak aby ich wyznania usłyszała wezwana policja. „Gra dla was jest na linii finiszu, Weroniko” – powiedział.
Po chwili oddział opanowali antyterroryści. Lekarz i moja siostra zostali aresztowani za usiłowanie zabójstwa. Gdy zapaliło się światło, Szymon przytulił mnie, a ja w końcu wypłakałam wszystkie łzy, wiedząc, że koszmar się skończył.


