Siedziałam sama przy fontannie, ściskając bukiet stokrotek dla faceta, który nigdy nie przyszedł. Godzina czekania, a potem łzy, których nie mogłam powstrzymać. Nagle usłyszałam kroki. Poznałam je…

Siedziałam sama przy fontannie, ściskając bukiet stokrotek dla faceta, który nigdy nie przyszedł. Godzina czekania, a potem łzy, których nie mogłam powstrzymać. Nagle usłyszałam kroki. Poznałam je...

Laja Evans po raz dziesiąty w ciągu kwadransa przesunęła palcem po ekranie telefonu. Nic. Żadnej wiadomości, żadnego połączenia, żadnego znaku życia od Kyle’a. Siedziała na brzegu fontanny w Washington Square Park, czując na twarzy chłodny nowojorski wiatr.

Thumbnail

W dłoniach ściskała bukiet stokrotek. Minęła godzina. Kyle nie przyszedł. Wiedziała, że nie przyjdzie, ale nie chciała w to uwierzyć.

Trzy miesiące rozmów, obietnic, planów. A teraz cisza. Łzy popłynęły jej po policzkach, gdy siedziała sama, trzymając kwiaty dla mężczyzny, który nawet nie raczył napisać. Po drugiej stronie miasta Aleksander Hay, miliarder i prezes firmy technologicznej, jadł kolację ze swoją narzeczoną Camilą Hart.

Ona planowała weselne kwiaty, on udawał, że słucha. Czuł się duszony w eleganckiej restauracji, obok idealnej kobiety, która pasowała do roli żony biznesmena. W końcu wstał, przeprosił i wyszedł na ulicę. Chłodne powietrze przyniosło mu ulgę.

Szedł przed siebie, aż dotarł do Washington Square Park. Stanął przy fontannie, patrząc na wodę tańczącą w świetle lamp. Wtedy usłyszał płacz. Odwrócił się i zobaczył młodą kobietę siedzącą na brzegu fontanny.

Miała opuszczoną głowę, drżące ramiona, a obok niej leżała biała laska. Zawahał się, ale coś kazało mu zostać. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, dziewczyna uniosła twarz i uśmiechnęła się przez łzy. – Kyle – wyszeptała.

Aleksander zamrugał. – Co? – Przyszedłeś? Myślałam, że już nie przyjdziesz – powiedziała, wstając i podchodząc chwiejnie w jego stronę.

– Chyba mnie mylisz – zaczął, ale ona mu przerwała. – Poznałam cię po krokach. Idziesz powoli, ale pewnie, jakbyś za dużo myślał. Dokładnie tak, jak pisałeś.

Aleksander nie wiedział, co powiedzieć. Laja podeszła bliżej, dotknęła jego ramienia, a potem uniosła ręce do jego twarzy. – Mogę? – zapytała miękko.

Nie odpowiedział, więc uznała to za zgodę. Jej palce musnęły jego policzek, szczękę, nos, brwi. – Masz poważną twarz, ale dobrą. Tak właśnie cię sobie wyobrażałam – szepnęła.

Aleksander powinien był powiedzieć prawdę, ale milczał. Laja podała mu bukiet stokrotek. – To dla ciebie. Wiem, że to głupie, ale chciałam, żebyś wiedział, że cały czas o tobie myślałam.

Wziął kwiaty. – Dziękuję – powiedział, a jego własny głos wydał mu się obcy. – Wiedziałam, że przyjdziesz – powiedziała, biorąc go pod ramię. – Przejdziemy się?

Nie chcę jeszcze wracać. I Aleksander, wbrew logice, ruszył u jej boku. Szli przez park, a Laja mówiła bez przerwy. Pytała o kawę, o herbatę, o jego pracę.

Aleksander próbował jej przerwać, ale ona ciągnęła dalej. – Wiem, że jesteś Kyle Mitchell, pracujesz w firmie graficznej, masz psa Bento, jesteś uczulony na orzeszki, a twój ulubiony kolor to niebieski. Pamiętam wszystko. Aleksander zamarł.

Kłamał dalej, bo nie umiał powiedzieć prawdy. Laja położyła jego dłoń na swoim sercu. – Widzisz? Też się denerwuję.

Jesteśmy w tym razem. Szybko cofnął rękę, a ona się zmartwiła. – Przepraszam, wiem, że bywam natarczywa. Ale kiedy nie widzisz, musisz dotykać, żeby poznać ludzi.

– To nie jest dziwne – powiedział Aleksander, zanim zdążył się powstrzymać. Laja uśmiechnęła się. – To dobrze, bo naprawdę podoba mi się twoja twarz. Masz ciekawy nos.

Jesteś z bogatej rodziny? Aleksander zakrztusił się. – Trochę kłamiesz – zaśmiała się. – Pewnie mieszkasz w małym mieszkanku w Williamsburgu, pełnym roślin, o które zapominasz dbać.

– Coś w tym stylu – wymamrotał. Gdy dotarli na przystanek autobusowy, Laja zatrzymała się. – To była najlepsza pierwsza randka w moim życiu. Pojawiłeś się, Kyle.

Naprawdę się pojawiłeś. Myślałam, że nigdy nie będziesz chciał mnie spotkać. Ludzie boją się niewidomych. Ale ty przyszedłeś i nie uciekłeś, kiedy dotknęłam twojej twarzy.

Potem stanęła na palcach i pocałowała go. Krótko, lekko, nieśmiało. Aleksander stał sparaliżowany. Gdy autobus podjechał, Laja powiedziała: – Napisz do mnie, kiedy dojdziesz do domu.

– Mój telefon mi padł – skłamał. – Ekran pękł. Możesz dać mi swój numer jeszcze raz? Laja podyktowała numer, a on zapisał go w swoim drogim, sprawnym telefonie.

Gdy odjechała, Aleksander stał na przystanku, trzymając zgniecione stokrotki i numer dziewczyny, która myślała, że jest kimś innym. Jego telefon zawibrował. To była Camila. Zignorował ją po raz pierwszy od lat.

Przez trzy dni patrzył na numer Laji jak na nierozwiązywalne równanie. Czwartego dnia napisał: „Cześć, Lee. Telefon naprawiony.

Kawa jutro?