Siedziałam przy biurku w naszym sklepie, przeglądając dokumenty, które Rafał zostawił "przypadkiem". Zamiast faktur znalazłam przelewy do kancelarii prawnej, o której nigdy nie…

Siedziałam przy biurku w naszym sklepie, przeglądając dokumenty, które Rafał zostawił "przypadkiem". Zamiast faktur znalazłam przelewy do kancelarii prawnej, o której nigdy nie...

Rafał stał tyłem do mnie. Napisałam wiadomość do Henryka. To nie było do końca prawdą. Zeszłam do kuchni i zrobiłam kawę.

Thumbnail

Usiadłam przy stole, wzięłam notes i zaczęłam pisać. Zamknęłam notes i schowałam go na dnie torby pod portfelem i kluczami. Zalogowałam się do systemu księgowego. Suma nadpłat przekraczała 140 000 zł.

140 000 zł wyprowadzonych ze sklepu przez trzy lata. Nie do sklepu, do kancelarii prawnej przy ulicy Starowiślnej. Wpuścił mnie do środka. Pachniało herbatą i pastą do podłogi.

Potem opowiedziałam mu o dokumentach ze sklepu, o firmie Magdaleny, o 140 000. Dałem mu 80 000 gotówką. Powiedziałam 80 000. 80 000 od ojca, 140 000 wyprowadzone ze sklepu przez firmę Magdaleny, 220 000 zł, które gdzieś zniknęły, gdzieś albo do kogoś.

Wróciłam do domu o zmroku. I wrócił do meczu. Napisałam do Henryka. Powiedziała: "Opowiedz mi o 80 000 od ojca".

Napisałam do Joanny. Zadzwoń do mnie przed wyjściem. Odłożyłam telefon i wróciłam do pracy. Podobno chcę, żebym przekazał mu formalnie swoje udziały, bo dotychczas sklep był zarejestrowany jako spółka w ty zjedn, której ja mam 20%.

20% sklepu przybrackiej to nie jest mała kwota. Henryk ma 20% udziałów w sklepie. O 9:00 wróciłam do sklepu. Wróciłam do sklepu.

Napisała: "Dokumenty podpisane, 20% udziałów w spółce jest teraz formalnie twoich. Wzięłam go do domu. Dwie kreski i 140 000 zł. Ruszyłam do domu.

Wiedziałam o piwnicy, o Magdalenie, o firmie i 140 000, o pożyczce od Henryka, o dokumentach, które Rafał chciał mi podać do podpisania przy obiedzie. Potem napisałam do Henryka. Weszliśmy do środka. 20% udziałów w spółce zostało przekazane Beacie.

Znalazłam 15 transakcji, w których przepłaciliśmy łącznie 140 000 zł. Dowiedziałam się też o 80 000, które pożyczyłeś od swojego ojca i które nie pojawiły się nigdzie w dokumentach sklepu. Powiedział cicho do Rafała. Synu, czy chcesz mi teraz powiedzieć prawdę o tych 80 000?

Rafał milczał przez chwilę, potem powiedział: "Prawie 120 000". 80 000 od Henryka, część 140 ze sklepu, 120 000 stracone na nieudanej inwestycji. Szłam piechotą do kancelarii. Joanna powiedziała: "Masz teraz 20% udziału w spółce.

140 000 zł wyprowadzonych ze spółki przez pośrednika powiązanego z twoim mężem to jest poważna kwestia prawna. Chcę mieć możliwość prowadzenia go dalej i chcę, żeby Rafał oddał ojcu te 80 000". Napisałam do Rafała. Wszedł do przedpokoju.

Poza tym oczekuję, że zwrócisz ojcu 80 000 w uzgodnionym terminie. Pojechałam do lekarki w środę. Z nami, z tym co powiedziałam do niego i co on powiedział do mnie.

Może 20 minut.