Siedzieliśmy przy stole, a ja patrzyłem na jego twarz i słyszałem własne myśli, które już nie chciały się zatrzymać. Kelner przyniósł rachunek, a ja wyciągnąłem portfel, ale zanim go otworzyłem,…

Siedzieliśmy przy stole, a ja patrzyłem na jego twarz i słyszałem własne myśli, które już nie chciały się zatrzymać. Kelner przyniósł rachunek, a ja wyciągnąłem portfel, ale zanim go otworzyłem,...

Ktoś przy końcu stołu jeszcze się zaśmiał, ktoś poprawił serwetkę, ktoś nalał resztkę wina do kieliszka. Patrzyłem na niego i próbowałem dopasować to zdanie do sytuacji, do niego, do nas, ale nic, nic nie pasowało. I wtedy dotarła do mnie jedna rzecz. Zamknąłem portfel na moment i po raz pierwszy od bardzo dawna pomyślałem coś wyraźnie do końca.

Thumbnail

Podlewałem je regularnie, choć nigdy nie miałem do tego ręki. Często miał coś do załatwienia. Uciął do piątku i się rozłączył. Mruknąłem do siebie pod nosem.

Wziąłem ją do ręki, ale już nie wiedziałem, co chciałem z nią zrobić. Myśli zaczęły iść do przodu. Trzeba będzie ją wyprasować, buty przeczyścić, może wpaść wcześniej do fryzjera, ogarnąć się trochę. Te same meble, ten sam stół, na którym przez lata jedliśmy razem śniadania i kolację.

Rano kawa, jakieś śniadanie, potem drobne rzeczy do zrobienia, zakupy, sprzątanie, czasem coś naprawić, czasem wyjść na spacer, choć bez celu. A zacząłem żyć od telefonu do telefonu, od jednego cześć tato do kolejnego. Brakuje nam trochę do zamknięcia miesiąca. Dominika była w tym wszystkim trudna do uchwycenia.

Czasem jak wracałem do domu po takim spotkaniu, siadałem przy stole i próbowałem sobie przypomnieć, ile już poszło. W środę poszedłem do banku. Kiedy przyszła moja kolej, podszedłem do okienka. Wziąłem pieniądze, schowałem do portfela.

Spojrzałem na siebie. W czwartek zajrzałem do łazienki i przyjrzałem się sobie w lustrze trochę dłużej niż zwykle. Powiedziałem do siebie. Ludzie szli do pracy.

Schowałem wszystko do kieszeni. Nie do sklepu, nie do lekarza, nie załatwić coś tylko na spotkanie z synem. Przy wejściu podszedł do mnie kelner. „No nie do końca” – mruknął Dominik.

Podeszła do mnie. Już odwracała się do swoich. Co podać do picia? Raz coś powiedziałem do osoby siedzącej obok.

Odpowiedziała krótko, uprzejmie i wróciła do swojej rozmowy. Spróbowałem jeszcze raz do kogoś innego. Na początku były przystawki, jakieś deski, sałatki, coś do podzielenia. I wrócił do rozmowy.

I najgorsze było to, że ja sam dałem im do tego powód. Kelner podszedł do stołu. W sali było gwarno, ale dla mnie nagle zrobiło się cicho, jakby ktoś ściszył wszystko do zera. I wtedy dotarło do mnie coś, czego już nie dało się cofnąć.

Druga zwykła do konta. Przyszło mi do głowy coś, czego dawno nie myślałem. Wróciłem do rzeczywistości. Zabrałem karty, schowałem do portfela, wziąłem paragon, złożyłem go i włożyłem do kieszeni.

Zdjąłem buty, kurtkę, wszedłem do pokoju i usiadłem na kanapie. Następnego dnia poszedłem do salonu i zmieniłem numer. Któregoś dnia zapukała do drzwi Patrycja.

Dziękujemy, że dotrwaliście do końca tej historii.