Dziś rano obudziłem się przed szóstą, otworzyłem okno na ogród i czekałem. Mieli przyjechać, położyć podłogę, a ja przygotowałem sałatkę i rozpaliłem grilla. Ale godziny mijały, telefony milczały….

Dziś rano obudziłem się przed szóstą, otworzyłem okno na ogród i czekałem. Mieli przyjechać, położyć podłogę, a ja przygotowałem sałatkę i rozpaliłem grilla. Ale godziny mijały, telefony milczały....

Było jeszcze przed szóstą rano, kiedy wszedłem do kuchni i otworzyłem okno na ogród. Całe życie wstawałem do pracy, więc teraz trudno mi się nauczyć siedzieć bezczynnie do dziewiątej. Ewa chorowała długo, ale nie lubię do tego wracać. Dziś miał być dzień, kiedy Tomek z Mikołajem mieli przyjechać i wspólnie z Zbigniewem położyć podłogę w nowym domu Ewy.

Thumbnail

Tomek nigdy nie należał do ludzi, którzy przyjeżdżają pięć minut przed czasem. Do sałatki ziemniaczanej ugotowałem ziemniaki, jajka, ogórki konserwowe i trochę szczypiorku. Wszystko stało gotowe na stole. Koło ósmej zacząłem zerkać na zegarek.

Koło wpół do dziewiątej mruknąłem coś do siebie, że pewnie utknęli w sklepie po drodze. Dorzuciłem trochę węgla do grilla. Sałatkę przykryłem i odstawiłem do lodówki. Czekałem.

Koło wpół do dziesiątej zadzwoniłem do Tomka. Nigdy nie lubiłem gadać do automatycznej sekretarki, ale musiałem. Nic. Zgasiłem część żaru i zacząłem znosić jedzenie do kuchni.

Nerwowo chodziłem po ogrodzie. Koło jedenastej znów próbowałem dzwonić. Bez odpowiedzi. W końcu wsiadłem do samochodu.

Jechałem powoli, patrząc na pobocza, myśląc, że może mieli awarię. Pomyślałem nawet, że mogli najpierw pojechać do Zbigniewa. Ale nigdzie ich nie było. W drodze powrotnej minąłem szkołę, do której chodził Tomek.

Wspomniałem, jak kiedyś wbiegł do niej prawie pod koniec, szukając drugiego buta pięć minut przed wyjściem. Do dziś pamiętam jego twarz. Wróciłem do domu. Tomek zaprowadził Mikołaja do pokoju, a Mikołaj podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno.

Powiedział, że tata i dziadek Zbigniew cały dzień układali deski, a on pomagał podawać narzędzia. Tomek uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę. – Wszystko gotowe, tato. Chodź zobaczyć.

Wszedłem do pokoju. Podłoga lśniła, listwy przypodłogowe idealnie przylegały do ścian. Zbigniew stał przy drzwiach i poprawiał coś przy ościeżnicy. Ewa weszła z kuchni, niosąc ciasto.

– Widzisz? Wszystko gra. Tomek mówił, że to twoja ulubiona podłoga. Spojrzałem na nich.

Przez chwilę nie mogłem wykrztusić słowa. Mikołaj podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. – Dziadku, pomogłeś nam. Tata cały czas powtarzał, że robimy to dla ciebie.

Usiadłem na krześle. Ewa położyła dłoń na moim ramieniu. – Wiem, że płakałeś rano. Ale dziś już nie musisz.

Jesteśmy tu. Zapachniało grillem, bo Zbigniew rozpalił ogień na podwórku. Podaliśmy sałatkę, karkówkę, chleb. Śmialiśmy się, opowiadaliśmy o szkole, o dawnych czasach.

Tomek powiedział, że przypominałem sobie, jak kiedyś biegałem za nim z butem w ręku. Roześmialiśmy się wszyscy. Kiedy zapadł zmrok, usiedliśmy na tarasie. Ewa przytuliła mnie i powiedziała cicho: – Dziękuję, że byłeś.

Ze łzami w oczach odpowiedziałem: – To ja dziękuję. Za to, że nie odeszliście. Za to, że mimo wszystko zostaliście ze mną. Tej nocy spałem spokojnie.

Nie dlatego, że podłoga była nowa, ale dlatego, że dom znów był pełen życia.