Cztery lata budowałam cudzą firmę, a oni myśleli, że wyniki mówią same za siebie. Aż pewnego dnia zrozumiałam, że czas przestać czekać na uznanie i zacząć działać dla siebie. Ta historia o tym,…

Cztery lata budowałam cudzą firmę, a oni myśleli, że wyniki mówią same za siebie. Aż pewnego dnia zrozumiałam, że czas przestać czekać na uznanie i zacząć działać dla siebie. Ta historia o tym,...

Wzięłam notes, podpisałam dokumenty zdawczo-odbiorcze i wyszłam cztery miesiące później. Podpisałam i wróciłam do pracy. Każda faktura była drukowana, podpisywana ręcznie i archiwizowana w segregatorach, których rozszyfrowanie wymagało znajomości logiki Zofii, bo każdy segregator miał inny system porządkowania, tworzony przez lata intuicyjnie. Komunikacja z klientami prowadzona była przez skrzynkę e-mailową, do której dostęp miały Zofia, sekretarka i Filip, a wszystkie trzy osoby odpisywały na te same wiadomości, bo nikt nie sprawdzał, co już zostało wysłane.

Thumbnail

Wdrożyłam system WMS po dwóch miesiącach przygotowań – oprogramowanie do zarządzania magazynem, harmonogramami transportu i śledzenia pojazdów w czasie rzeczywistym. Ten system to całkiem sensowna rzecz. Liczba błędów w fakturach spadła z trzynastu miesięcznie do dwóch. Zebrałam dokumentację, przygotowałam pismo i pojechałam na spotkanie do Katowic sama.

Weszłam do środka i pozwoliłam sobie patrzeć. Byłam tam dwadzieścia minut, nie odzywając się prawie wcale, bo kiedy widzisz system logistyczny w działaniu, pierwsze dwadzieścia minut to nauka, a nie czas na zadawanie pytań. Oni przyszli z ofertą. Dwa miliony trzysta tysięcy złotych wartości kontraktu w pierwszym roku, z opcją rozszerzenia w kolejnym.

Zofia powiedziała spokojnie, zwracając się do mnie: „Myślałam, że wyniki wystarczą, że firma rośnie, że jesteśmy w dobrym miejscu, że liczby mówią same za siebie”. Odpowiedziałam, że rozumiem, ale że potrzebuję czegoś więcej. Odpoczęła, wstała i poszła do gabinetu. Czułam się jak ktoś, kto ma decyzję do podjęcia.

Przez cztery lata budowałam ich firmę i myślałam, że to jest trudny etap, że wyniki przemówią same za siebie, że Zofia z czasem zobaczy. Napisałam wiadomość do Doroty Klimek, znajomej z pierwszego roku. Zamknęłam laptopa po północy, a wczesnym rankiem, zanim wstał Filip, wyjęłam notes i zaczęłam pisać. Przeczytała moją umowę w dwadzieścia minut.

W tym samym tygodniu zadzwoniłam do Piotra Lewandowskiego. Awaria ciężarówki na trasie do Rybnika. Oficjalny list od Nexory Polska. Zofia zadzwoniła do Piotra.

Zasiadłam do pracy. Powiedziałam, że dzwonię, ale nie wiedziałam, do kogo innego. Zofia Zawadzka zbudowała coś razem z mężem przez dwadzieścia lat. Dopiliśmy kawę i weszliśmy do hali.

Nie patrzyłam na nią, wróciłam do rozmowy z klientką z Gdyni. Jej wzrok przesunął się powoli od mojej twarzy do Piotra stojącego obok mnie, do baneru za moimi plecami z logo MG i moim nazwiskiem, do logotypu Nexory Polska w katalogu leżącym na stole, z powrotem na Piotra. Odwróciła się i wróciła do Karoliny. Nie z wrogością, nie z żalem, ale z czymś, co wyglądało jak zrozumienie, do którego doszła za późno, żeby cokolwiek zmienić, ale do którego doszła.

Wróciłam do Wrocławia wieczornym pociągiem. Przy stacji w Rawiczu do wagonu wsiadła rodzina z małym dzieckiem. Potem dziecko zasnęło na ramieniu matki i wjechaliśmy do Wrocławia. Na ulicy zadzwoniłam do mamy, odebrała po dwóch sygnałach.

Powiedziałam jej, że podjęłam decyzję i że wszystko będzie dobrze. Odpowiedziała, że zawsze wiedziała, że dam radę. Do następnego razu.