Drzwi były jak kamienny mur. Nie mogłam ich ruszyć. Pobiegłam do tylnych, ale tam też nic. Poprzedniego wieczoru chciałam pojechać do supermarketu, ale Michał powiedział, żeby poczekać do końca tygodnia i pojechać razem.

Teraz rozumiałam dlaczego. Pobiegłam do lodówki i gwałtownie otworzyłam drzwi. Pusta. Tylko kilka zwiędłych warzyw i otwarty jogurt.
Mama znajdzie ci coś do jedzenia, powiedziałam sobie. Wróciłam do telefonu i wybrałam numer Karoliny, mojej teściowej. Nie odebrała. Potem moja najlepsza przyjaciółka.
Głuchy sygnał. Zataczając się, weszłam do spiżarni. Michał stał w wejściu do kuchni, blady z głodu. Żal do samej siebie i nienawiść do niego mieszały się we mnie, tworząc truciznę.
A jeśli nie byliśmy sami? Zaniosłam dziecko do łazienki, umyłam je. Potem telefon zadzwonił. Podbiegłam, podniosłam słuchawkę.
To była Karolina. Jej głos był zimny. Powiedziała, że wie o wszystkim, że Michał jej opowiedział o mojej zdradzie. Że to ja zniszczyłam tę rodzinę.
Próbowałam tłumaczyć, ale ona nie słuchała. Powiedziała, że zadzwoni do prawnika i że odbiorą mi dziecko. Rzuciłam słuchawkę. Wtedy usłyszałam kroki na zewnątrz.
Podbiegłam do okna. Przed domem stała kobieta, wysoka, z młotem w ręku. Kilka żółtych liści przykleiło się do jej butów. Nagle wpadł mi do głowy pomysł.
Przygryzłam wargę do krwi. Przeszłam do drugiej śruby, potem do trzeciej. Doczołgałam się do kanapy. Pobiegłam do kuchni, odkręciłam kran.
Nalałam do szklanki i wracałam do salonu, ale strumień zwolnił, zmniejszył się do stróżki, a potem zniknął. Pobiegłam do łazienki. Zawroty głowy zmusiły mnie do oparcia się o ścianę. Wróciłam do okna, chwyciłam żelazny kij.
Widziałam, jak biegnie do głównej bramy, zaglądając do środka. Nie poszła do głównych drzwi, ale skierowała się prosto tam, gdzie byłam, do wybitego okna. Podniosła młot i poszła do głównych drzwi. Wtedy drzwi się otworzyły.
To była Karolina. Nie, to była ktoś inny. Wbiegła do środka, dysząc, z czołem zlanym potem. Powiedziała, że musimy natychmiast jechać do szpitala.
Szybko. Najpierw do szpitala. Karolina zadzwoniła do mnie, powiedziała, że Michał ją zaatakował. Ale ja myślałam, że to ona dzwoniła wcześniej.
Nie, to była moja matka. Ze strachu, że do mnie zadzwonisz. Dzwoniłam też do Michała, ale nie odbierał. Dlatego była tak przerażona, że użyła młota do wyważenia drzwi.
To było pierwsze pytanie, jakie przyszło mi do głowy. Potem odwróciła się do mnie. Od czasu do czasu szeptała coś do ucha mężczyźnie o groźnym wyglądzie, który stał za nią. Kiedy dziecko przeniesiono do sali, w końcu mogłam oddychać.
Po chwili wróciła do sali całkowicie spokojna. To była propozycja, zaproszenie do zawarcia sojuszu. Zostałam zmuszona do podjęcia negocjacji. Dzwoniła właśnie do mnie.
Moją jedyną szansą było zadzwonić do pani. Z kim ty do cholery gadasz? Ostateczna decyzja należy do was. Został też zatrzymany do złożenia zeznań.
W tamtym momencie każde słowo pocieszenia było zbędne. Co do Michała, od czasu do czasu przysyłał listy z odbywania kary prac społecznych.


