Julia nachyliła się do mnie i szepnęła: „Chodź ze mną do łazienki”. Nie wrócił od razu do sali. Doszłyśmy do przejścia przy barze, gdy Damian wszedł spokojnie, trzymając telefon Julii w lewej dłoni, ekranem do siebie. Powiedziałam do Iwony, a ona odwróciła się do młodego kelnera: „Kuba, idź do biura”.

Nie do stołu, nie do łazienki, nie przy kierowniczce i kamerach. Iwona nachyliła się do mnie. Przez moment w korytarzu było słychać tylko ekspres do kawy. Fakty do sprawdzenia.
Schowała go do kopertówki razem z serwetką. Iwona otworzyła drzwi do małego pokoju przy zapleczu. Dodał do Julii: „Brak podstaw do przyjęcia udziału osób trzecich”. Nie wzięła go do ręki.
„Kochanie, wyjdź do mnie sama” – powiedział. Julia podeszła do ekranu. Tego właśnie nie wiem do końca. Pojechała z nim do ośrodka pod miastem.
Damian nie pisał już do niej jak do kobiety, którą prosi. „Nie wsiadaj do samochodu, żeby udowodnić mi dorosłość” – przeczytała. Przesunął telefon z jednej ręki do drugiej. Nie do mnie, do drzwi.
„Iwona idzie z nami do korytarza” – powiedział. Mówił do niej, ale głos niósł się do stolików. Nie powiedział „do naszego domu”. Powiedział „do domu”, jakby dawał Julii wybór.
Julia zrobiła krok do korytarza. „Córka może być wyprowadzana do samochodu wbrew bezpiecznym warunkom” – zauważyła Iwona. Uśmiechnął się smutno do Julii. Zamiast tego powtórzyłam do telefonu.
Doszliśmy do końca korytarza. Damian odwrócił się do mnie. Bardziej do siebie niż do mnie. Do telefonu powiedziałam, że wyszliśmy bocznym wyjściem.
„Jeśli nie wracamy do sali, kończymy ten cyrk” – rzuciłam. Tylko do kopertówki. Powiedziałam do telefonu: „Do miejsca, gdzie mogłabyś odpocząć”. Seweryn cofnął się o pół kroku do auta.
Damian zrobił krok do przodu. „Nagrywa prywatne rozmowy i doprowadziła ją do paniki” – powiedział. Odwrócił się do funkcjonariuszki, cofnął się do ściany i przestał patrzeć na Julię. „Możemy odnotować wskazanie świadka i przekazać informacje do sprawdzenia” – odpowiedziała.
Damian podszedł do funkcjonariuszki. „Wjazd od zaplecza po 20:00” – dodał. Natalia wiedziała, że mam nie dzwonić do mamy. Powiedziała do mnie, ale nie moje zdanie.
Funkcjonariuszka poprosiła Damiana o numer do Natalii Morawskiej. „Żadnych telefonów z recepcji do rodziny” – zwróciła się do niego. „Ani z tobą, ani z kierowcą, ani do żadnego ośrodka. Wybieram nie wsiadać do samochodu, o którym nie wiedziałam” – powiedziała Julia.
„Dobrze powiedziała” – zwrócił się do Julii Damian. „Panie Damianie, proszę nie kierować uwag do świadka” – upomniała go funkcjonariuszka. On miał gotowe zdanie do mojej mamy. Powiedziała i do recepcji, i do kierowcy.
„Przepraszam” – powiedział do Julii. Do komisariatu pojechałyśmy nie od razu. Powiedziałam do protokołu: „Nie do przebaczenia. Do następnego kroku”.
Julia przeczytała wiadomość i powiedziała do Iwony: „Przepraszam”. „To będzie przekazane do dalszych czynności” – usłyszałyśmy. „Nie chcę jechać do żadnego ośrodka” – powtórzyła Julia. Iwona musiała wracać do restauracji.
Krawczyk obiecała tylko tyle, ile mogła, że nazwisko Marty Pakuły i nazwisko Seweryna Drozda trafią do sprawdzenia, nie do cudu. Nie pojechałyśmy do jej mieszkania od razu. Kody, hasła, dostęp do poczty. Wysiadłam z samochodu i stanęłam przy masce tyłem do niej.
Julia wróciła do telefonu i napisała drugą wiadomość do Damiana. Do mojego mieszkania weszłyśmy po północy. „Nie pojadę dziś do siebie” – powiedziała. Nie wzięłam jej do ręki.
„Jeśli zasnę, nie dzwoń do nikogo z rodziny” – poprosiła. 7:20. Materiały z nocy zostały dołączone do notatki, a informacja o Marcie Pakule i Sewerynie Droździe ma zostać przekazana do sprawdzenia. Wczoraj każde jego zdanie wciągało mnie do rozmowy.
Nie do mnie, tylko do Julii. Wieczorem prawniczka przesłała pierwsze pismo do kancelarii Damiana. Dopiero wtedy wróciłyśmy do serwetki. Może miałaby do tego prawo.
Zamiast tego wsunęła go do koperty. Julia zakroiła kopertę tylko do połowy. „Zostawię ją u siebie, kiedy wrócę do mieszkania” – powiedziała.
Sprawa Marty Pakuły została przekazana do sprawdzenia w archiwum.


