Była trzecia nad ranem, kiedy Zofia znów zaczęła płakać. Przewinęłam ją, przytuliłam, a potem spojrzałam na telefon. Czternaście nieodebranych połączeń od Grace i Tomasza. Żadnych wiadomości.

Tylko cisza i pulsujący ból w klatce piersiowej. Następnego dnia lekarz wypisał mnie do domu. Drzwi do mojego mieszkania były szeroko otwarte. W środku unosił się zapach kawy, a z salonu dobiegał śmiech.
Moją walizkę ktoś już postawił w kącie przedpokoju. Mama wyszła z kuchni, wycierając ręce w ścierkę. “Kochanie, nie mów nic. Usiądź”.
Wskazała na kanapę, na której siedzieli Grace i Tomasz, trzymając się za ręce. Wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak. Tata stanął obok mamy i powiedział: “10 lat temu, gdy kupowałaś to mieszkanie, daliśmy ci 50 000 złotych. Teraz potrzebujemy tych pieniędzy z powrotem”.
Zamarłam. To nie był dług, to był prezent. Świąteczny prezent od rodziców, o którym mówili, że ma mi pomóc stanąć na nogi. “Co?
” – wykrztusiłam. “Tomasz i ja potrzebujemy miejsca do życia” – powiedziała Grace słodkim głosem, który zawsze działał na rodziców. “Mamy dziecko w drodze, a nasze wynajęte mieszkanie jest za małe”. Próbowałam coś powiedzieć, ale mama podniosła rękę.
“Zdecydowaliśmy. Sprzedajesz mieszkanie. Ty i Zofia przeprowadzicie się do wynajętego na Pradze”. Grace podeszła do mnie, uśmiechając się.
“Możecie nawet zostać u nas w hotelu, dopóki nie znajdziesz czegoś nowego”. Wtedy zrozumiałam. To była zaplanowana akcja. Wyszkolili rodziców, wykorzystali moją słabość po porodzie.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Karoliny, mojej przyjaciółki od lat. “Czy mogę do ciebie przyjechać na dziś? ” – zapytałam, a ona bez wahania odpowiedziała: “Drzwi są otwarte”. Weszłam do środka, czując, jak nogi mi się uginają.
Karolina przytuliła mnie mocno. “Wiem, ale to nie daje im prawa do tego, co zrobili” – powiedziała, gdy opowiedziałam jej wszystko. “Ale oni poszli do notariusza” – wyszeptałam. “Podpisali już akt darowizny na Grace”.
Karolina zadzwoniła do kogoś. Gdy skończyła, uśmiechnęła się do mnie. “Mam dla ciebie numer do prawnika, który specjalizuje się w sprawach rodzinnych. Łzy napłynęły mi do oczu.
W poniedziałek rano zadzwoniłam do agenta nieruchomości, z którym współpracowałam przy moich inwestycjach. Miałam trzy mieszkania do wynajęcia, ale to moje własne było moim azylem. “Masz coś do zamieszkania natychmiast? Gotówka do 700 000” – zapytałam.
“Jest kamienica w Ursusie, cena 650 000. Do natychmiastowego wprowadzenia” – odpowiedział. Duży dom z ogrodem, który rodzice kupili 20 lat temu, gdy ich firma budowlana prosperowała. Weszłam do środka.
Mama szybko zaprosiła wszystkich do jadalni. Tomasz, który do tej pory milczał, wtrącił się: “Anna, wróć do domu, które zabraliście mi przekazaliście Grace”. Gdy wsiadałam do samochodu, poczułam dziwną ulgę. W drodze do domu zadzwoniłam do Karoliny.
“Próbowali udawać, że wszystko może wrócić do normy” – powiedziałam. “Uśmiechała się, gdy się do niej odzywałam. Zofia leżała na kocyku, gawożąc do sufitu”. Zadzwoniłam do Piotra.
“Po zakupie kamienicy zostanie mi jeszcze około 400 000 w gotówce plus stały dochód z wynajmu wszystkich nieruchomości” – powiedziałam. Karolina zawsze była do mnie przywiązana. Wracając do domu, minęłam starą okolicę, gdzie mieszkałam wcześniej. W środę wieczorem, gdy układałam Zofię do snu, zadzwonił tata.
W czwartek rano przed spotkaniem z deweloperem zadzwoniłam do Grace. “Anno, dziękuję, że zadzwoniłaś do Grace” – powiedziała Karolina. Firma rozwijała się, a ona już jeździła do Krakowa, by przygotować grunt pod nowe biuro. Zadzwoniłam do Piotra, mojego agenta.
“Cena 720 000” – powiedział. Zofia leżała na kocyku, gawożąc do swojej pluszowej żyrafy. Zadzwoniłam do Karoliny. Następnego dnia przygotowałam Zofię i pojechałam do domu rodzinnego.
Czułam się dziwnie, prowadząc znajomą trasą do Konstancina. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Weszłam do salonu. “Na nasz ślub 40 000 zł” – powiedziała mama.
“To jest wystawione za 720 000, ale dla ciebie, dla ciebie mogę zrobić taniej” – powiedział Piotr. Rano podjęłam decyzję, zadzwoniłam do Piotra. “600 000” – powiedziałam. Przeprowadzka do odzyskanego mieszkania przy Puławskiej zajęła mi cały tydzień.
Grace przeprowadziła się do małego mieszkania na Pradze, które rodzice pomogli jej wynająć. Projekt dla dewelopera zbliżał się do końca, a Karolina właśnie otworzyła biuro w Krakowie. W czwartkowy ranek, gdy karmiłam Zofię na balkonie, usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam drzwi, ale nie zaprosiłam jej od razu do środka.
Moja siostra weszła do środka i rozejrzała się po mieszkaniu. Te słowa dotarły do mojego serca. Mama podeszła do mnie, gdy kroiłam tort. “Do zobaczenia wkrótce.
Weszłam do pokoju”.


