Dom należy do Renaty. Zawsze tak było, ale ja dopiero niedawno zacząłem to naprawdę czuć. Potrafi wejść bez zapowiedzi, rzucić klucze na komodę i od razu zajrzeć do lodówki. Jakby to było jej własne mieszkanie, a ja tylko lokatorem, któremu pozwoliła zostać.

Tamtego ranka wróciła z pracy, otworzyła lodówkę i zapytała: „Macie coś konkretnego do jedzenia? ”. A potem, zanim zdążyłem odpowiedzieć, rzuciła na stół pudełko. Zegarek.
Drogi, męski, w eleganckim opakowaniu. „No normalnie, musiałam coś załatwić” – powiedziała, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Nie zapytałem, dla kogo. Może dlatego, że człowiek przyzwyczaja się do własnego życia szybciej, niż chciałby przyznać.
Ale to pudełko nie dawało mi spokoju. Leżało na stole, a ja pamiętałem ją taką sprzed lat. Uśmiechniętą, zanim zaczęła odwracać telefon ekranem do dołu. Parę dni później po pracy wziąłem to pudełko do ręki.
Renata jeszcze spała, kiedy otworzyłem wieko. Zegarek był piękny. Za piękny, żeby był dla mnie. Schowałem go z powrotem i przez chwilę udawałem, że to nic nie znaczy.
Dopiero wieczorem zobaczyłem jej twarz. Weszła do salonu, a ja stałem przy komodzie. Przez sekundę wyglądała tak, jakby zobaczyła coś, czego absolutnie nie powinno tam być. „Przecież powiedziałam, że to dla Jacka” – wyrzuciła z siebie, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
„Miałam mu to zawieźć”. Nie zapytałem, czemu uśmiechała się do kogoś przez telefon, kiedy myślała, że nie patrzę. Nie zapytałem, czemu chowała go do szafki, jakby to była tajemnica. Jacek wpadł do nas przed południem, jak zwykle bez zapowiedzi.
„Macie coś do jedzenia? ” – rzucił, wchodząc do kuchni, zanim zdążyłem odpowiedzieć. Zajrzał do lodówki, jakby sprawdzał zawartość własnej spiżarni. Renata podała mu talerz i nagle zrobiło się cicho.
„To ten zegarek z salonu? ” – zapytałem, starając się brzmieć obojętnie. „Nie, mój jest w naprawie” – odpowiedział i uciął temat. Ale widziałem, jak Renata patrzy na niego, kiedy on nie patrzy.
Wieczorem zadzwoniłem do Jacka. „Mam pytanie” – powiedziałem. „Co? ” – odpowiedział, a w tle słychać było ruch uliczny.
„Skąd ci się wzięło zlecenie w tym salonie? ”. „No co ci szkodzi? Mam jedną rzecz do załatwienia” – rzucił i rozłączył się.
Zanim zdążyłem zapytać, co właściwie załatwia w salonie Renaty. Potem zaczęło się układać w całość. Ten zegarek, który nie był dla mnie. Jej telefon, zawsze ekranem do dołu.
Raz wszedłem do pokoju, a ona od razu przełączyła ekran, jakby nie chciała, żebym cokolwiek zobaczył. „To Jacek” – powiedziała, ale w jej głosie było coś za szybkiego. Coś za gładkiego. Następnego dnia po pracy pojechałem do Jacka.
„Skąd ci to przyszło do głowy? ” – zapytał, kiedy wszedłem do środka. „To o ten zegarek? Do cholery, to był prezent dla mojego brata”.
Patrzyłem mu w oczy i przez chwilę chciałem mu wierzyć. Ale potem przypomniałem sobie, jak Renata uśmiechała się do telefonu, kiedy myślała, że nie patrzę. Po pracy nie wróciłem od razu do domu. Zatrzymałem się w miejscu, z którego widziałem wjazd i wejście do restauracji, ale sam nie rzucałem się w oczy.
Wysiadła, rozejrzała się i ruszyła w jego stronę. Jacek. A ona prosto do niego. Uśmiechała się tak do niego, jak kiedyś uśmiechała się do mnie.
Nachylił się do niej, a ona nie cofnęła się. Stałem tam i widziałem, jak jej ręka ląduje na jego ramieniu. Jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. Nie zadzwoniłem do Jacka.
Nie napisałem do Renaty. Jechałem do domu przez Wrocław i pierwszy raz od wielu lat nie zastanawiałem się, co ona powie. Powinienem był czuć złość. Ale czułem tylko zmęczenie.
I tę dziwną ulgę, że wreszcie wiem. Kiedy weszła do salonu, zatrzymała się. „Co? ” – zapytała, widząc moją twarz.
„Skąd masz ten zegarek? ” – zapytałem. „Przecież mówiłam” – zaczęła, ale urwała, bo zobaczyła pudełko na stole. „Kupiłam go dla Jacka.
Jego brat ma urodziny”. Patrzyłem na nią, a ona na mnie. „Naprawdę? ” – zapytałem i nie wiedziałem, czy bardziej boję się odpowiedzi „tak”, czy „nie”.
„Przestań” – powiedziała, ale jej głos drżał. „Zadzwoniłam do niego i spotkaliśmy się. To wszystko”. Stałem tam z tym pudełkiem w rękach i czułem, że to nie zegarek jest największym kłamstwem.
Patrzyłem na nią i przypominałem sobie, jak pozwalała mu się dotykać, jak szła obok niego, jakby była jego. „Twój prezent, który nigdy nie był mój” – powiedziałem cicho. „Schowany przez moją żonę, bo miał trafić do innego faceta”. Renata spuściła wzrok i wtedy coś wróciło mi do głowy.
To nie był pierwszy raz. To nie był jeden zegarek. To była cała sieć.
Odłożyłem pudełko i wyszedłem z salonu, czując, że to dopiero początek.


