Leżę na oddziale ratunkowym, cała we krwi, ale słyszę każdą rozmowę za drzwiami. Głos doktora Kwiatkowskiego jest wyraźny – mówi, że mam rozległy krwotok wewnątrzczaszkowy i pękniętą śledzionę. Operacja to jedyna szansa, ale kaucja wynosi 80 000 złotych. Prosi rodzinę o jak najszybszą wpłatę.

Cisza na korytarzu trwa kilka sekund. Potem słyszę głos mojego męża, Kamila. „Panie doktorze, tej operacji nie będzie”. Doktor nie dowierza.
„Bez operacji ona nie przeżyje tej nocy”. Kamil odpowiada spokojnie. „Jestem jej mężem. Mam prawo podpisać oświadczenie o rezygnacji z leczenia.
Jej rodzice zginęli trzy lata temu. W rodzinie nie ma nikogo innego. Jeśli ja nie zdecyduję, nikt nie ma prawa się sprzeciwić”. Leżę i słyszę te słowa.
Czuję, jak krew odpływa z mojego ciała. Robi mi się zimno. Doktor Kwiatkowski drży z gniewu. „Pan ją zabija.
Ona ma szansę na ratunek”. Kamil śmieje się. – śmiech, który słyszałam przez siedem lat, ale nigdy nie brzmiał tak lodowato. „Nie mam pieniędzy.
Gdy ona umrze, jej wielomilionowy majątek przejdzie na mnie. Pan jest tylko lekarzem z pensją dziesięciu tysięcy. Po co się pan wtrąca? ” Słyszę szelest kartek i szum stalówki na papierze.
„Oświadczenie podpisane. Jeśli umrze, proszę o akt zgonu. Muszę już iść”. Doktor próbuje go zatrzymać.
„Pana żona jest na oddziale ratunkowym. Czy pan jest człowiekiem? ” Kamil prycha. „Żona?
Wkrótce już nią nie będzie. Muszę kogoś odebrać”. Kroki oddalają się. Leżę, łzy mieszają się z krwią i spływają do uszu.
Trzy dni później budzę się na intensywnej terapii. Doktor Kwiatkowski stoi przy łóżku. „Dominiko, masz szczęście, że to przetrwałaś, ale twój mąż ani razu nie zadzwonił, ani razu nie przyszedł”. Szpital dzwonił do niego ponad dwadzieścia razy– on mówił, że jest zajęty spotkaniami.
Nie mogę wydać dźwięku. Doktor dodaje. „Skrzepy krwi w mózgu usunięto, ale ciało potrzebuje czasu. Opłaty za operację i leczenie częściowo pokryłem.
Spokojnie, wracaj do zdrowia”. Wyciskam z gardła dwa słowa. „Dziękuję”. Doktor macha ręką i wyjmuje z kieszeni przezroczystą torebkę.
W środku jest karta SIM i karta pamięci z wideorejestratora. „To znalazła pielęgniarka w twoich rzeczach. Sama zobacz. Muszę cię też ostrzec– gdy Kamil dowiedział się, że się obudziłaś, powiedział tylko „jednak się obudziła”, a potem się rozłączył”.
Ściskam torebkę w dłoni. Po kolejnych trzech dniach mogę już siedzieć i mówić. Proszę doktora, by pomógł mi zgrać zawartość telefonu. To, co widzę, sprawia, że cała drżę– wiadomości od dyrektor finansowej, Alicji Nowak.
„Pani prezes, Kamil przelał z konta firmy milion złotych. Mówił, że dla dostawców, ale oni nic nie dostali”. „Znowu przelał pięćset tysięcy. Odbiorcą jest Sylwia Malinowska”.
„Konto firmy jest prawie puste”. Imię Sylwia wbija się we mnie jak rozżarzony gwóźdź. Była stażystką w naszej firmie– dwadzieścia dwa lata, słodki głos, długie nogi. Nazywałam ją bystrą dziewczyną.
Teraz widzę, że byłam idiotką. Otwieram nagranie z wideorejestratora. Na ekranie Kamil siedzi za kierownicą, a Sylwia na miejscu pasażera. „Kamil, kiedy się ze mną ożenisz?
Jestem w czwartym miesiącu ciąży”. Szczypie ją w policzek. „Po co ten pośpiech? Poczekaj, aż załatwię sprawy z tamtą kobietą, a potem urządzę ci wspaniały ślub”.
Sylwia wydyma usta. „A kiedy ona w końcu umrze? Mówiłeś, że jej rodzice zginęli w wypadku, to i na nią powinien przyjść czas”. Kamil śmieje się.
„Już niedługo. I tak była słabego zdrowia. Ten wypadek to jej przeznaczenie. Kiedy odejdzie, firma, dom i oszczędności będą nasze”.
Sylwia całuje go. „To co innego. Czekam, żeby zostać panią Wolską”. Trzymam telefon, paznokcie wbijają mi się w dłoń.
Kamil od dawna czekał na moją śmierć. A wypadek moich rodziców sprzed trzech lat? Czy on też mógł być w to zamieszany? Biorę głęboki oddech i wysyłam wiadomość do Alicji, prosząc o księgi rachunkowe i wyciągi bankowe.
Alicja przychodzi następnego dnia– ma czerwone, opuchnięte oczy. „Pani prezes, przepraszam. Kamil zagroził mi, że jeśli cokolwiek powiem, oskarży mnie o defraudację. Bałam się”.
Klepię ją po ręce. „To nie twoja wina. Dobrze zrobiłaś. A teraz powiedz, czy firmę da się uratować?
” Alicja wyjmuje stos ksiąg. „Przelał w sumie ponad trzy miliony złotych. Milion to kapitał obrotowy, reszta z prywatnego konta. Kupił Sylwii mieszkanie i Porsche.
Jest też przelew na osiemset tysięcy dla Ryszarda Majewskiego– z adnotacją «zapłata za prace budowlane», ale nie mamy żadnych powiązań z tym Majewskim”. Śmieję się zimno. „Ma niezły apetyt”. Alicja dodaje.
„Jest coś gorszego. Dzień po pani przyjęciu do szpitala wziął pieczęć firmową i złożył wniosek o kredyt obrotowy na dwa miliony”. Zamykam oczy. Kiedy je otwieram– mecenas Marek Lisowski, doradca prawny moich rodziców, jedyna osoba, której ufam.
Opowiadam mu wszystko. Długa cisza. „Dominiko, jesteś pewna, że chcesz to zrobić? ” „Kiedy podpisywał rezygnację z mojego leczenia, nie zostawił mi żadnej drogi ucieczki”.
Mecenas wzdycha. „Dobrze. Co mam zrobić? ” „Po pierwsze, wnieś wniosek o zabezpieczenie majątkowe– zamroź konta firmowe, nieruchomości i oszczędności.
Po drugie, zmień testament– cały majątek ma trafić do fundacji na rzecz dzieci. Kamil nie dostanie ani grosza. Po trzecie, wystaw pełnomocnictwo dla Alicji, a Kamila odwołaj ze wszystkich stanowisk”. Mecenas milczy.
„Załatwię to w trzy dni, ale obiecaj mi, że zanim sprawa się zakończy, nie skonfrontujesz się z Kamilem. Udawaj śpiączkę jak najdłużej. Ten człowiek jest bezwzględny”. „Spokojnie.
Muszę jeszcze zobaczyć, jak klęka przede mną i płacze”. Chowam telefon pod poduszkę. Przez pół miesiąca udaję śpiączkę. Kamil przychodzi dwa razy.
Pierwszy raz po złożeniu wniosku o zabezpieczenie. Patrzy na mnie przez szybę, pyta pielęgniarkę, czy jest szansa, że się obudzę. Kiedy słyszy„nie wiadomo”, stoi pięć minut i wychodzi. Drugi raz przychodzi z Sylwią.
„Kamil, kiedy ona wreszcie odejdzie? Jestem w piątym miesiącu”. „Ciszej, to szpital”. Sylwia prycha.
„Czego się boisz? I tak nie słyszy. Żywa trąba. Boisz się, że nagle wstanie i cię ugryzie?
” Kamil milczy. Sylwia naciska. „Mówiłeś, że majątek jest zamrożony. Co się stało?
” „Ten stary lis, Lisowski, nagle się wtrącił. Gdy ona umrze, jestem pierwszy do spadku. Odmrożenie to kwestia czasu”. „A ile to potrwa?
Noszę twoje dziecko”. „Już niedługo. Rozmawiałem z zakładem pogrzebowym. Jak tylko odejdzie, od razu kremacja, a potem ślub”.
Leżę, palce pod kołdrą zaciskają się. Sylwia staje przed drzwiami sali i patrząc na mnie przez szybę, mówi z zimnym uśmiechem. „Dominiko Borowska, i na ciebie przyszła kolej. Kiedyś byłaś taka wszechmocna, a teraz?
Jesteś niczym trup. Kiedy umrzesz, będę mieszkać w twoim domu, wydawać twoje pieniądze i sypiać z twoim facetem. Patrz sobie na to z zaświatów”. Jej szpilki stukoczą.
„Do zobaczenia, piesku”. Otwieram oczy i dzwonię do doktora. „Muszę wziąć urlop i wyjść na chwilę”. „Twoje zdrowie jeszcze nie wróciło.
Nie możesz się ruszać”. „Są sprawy, które muszę załatwić osobiście”. Tego popołudnia wymykam się tylnymi drzwiami szpitala, w czapce i maseczce. Alicja czeka w samochodzie.
Mecenas Lisowski kładzie przede mną dokumenty. „Nakaz zabezpieczenia wydany. Wszystko jest zamrożone. Testament poświadczony notarialnie– majątek trafi do fundacji na rzecz dzieci.
Pełnomocnictwo ważne– Alicja jest teraz prezesem”. Odpycham od siebie ulgę. „Dziękuję za wszystko”. Mecenas odkłada teczkę.
„Jest jeszcze jedna sprawa. Sprawdziłem Sylwię. Ma na siebie mieszkanie i Porsche– pieniądze z konta firmowego. To dowód przywłaszczenia.
I znalazłem to”. Kładzie przede mną zdjęcie. Sylwia stoi obok mężczyzny– około czterdziestki, okulary przeciwsłoneczne, czarna kurtka. Rozpoznaję go.
„Ryszard Majewski. Dobry kolega Kamila”. „Podejrzewam, że relacje Sylwii z Majewskim nie są proste. Zbliżyła się do Kamila nie tylko dla pieniędzy”.
Patrzę na zdjęcie. W sercu narasta chłód. „A co z wypadkiem moich rodziców? Kamil powiedział– «jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym».
Co to znaczy? ” Biorę głęboki oddech. „Muszę wywabić węża z nory”. Mecenas pyta co zamierzam.
„Chcę, żeby Kamil myślał, że umarłam”. Plan jest prosty. Doktor Kwiatkowski ma oficjalnie ogłosić gwałtowne pogorszenie stanu. Mecenas ma rozpuścić plotkę o testamencie.
A ja czekam, aż Kamil sam wpadnie w pułapkę. Mecenas kiwa głową. „Ten plan jest wykonalny, ale musisz o siebie zadbać”. „Znajdę sobowtóra, który będzie leżał za mnie”.
Pół miesiąca później Alicja znajduje aktorkę– panią Krystynę, czterdzieści osiem lat, podobny wzrost i budowa. Po makijażu i masce tlenowej naprawdę wygląda jak ja. Doktor Kwiatkowski dzwoni do Kamila. „Panie Wolski, stan Dominiki jest krytyczny.
Wystąpił drugi krwotok. Przeniesiona na OIOM. Nawet jeśli przeżyje, może pozostać w stanie wegetatywnym”. Kamil milczy.
„Rozumiem. Jak będę miał czas, to przyjdę”. Doktor rzuca przekleństwem po rozmowie. Ja śmieję się zimno.
„Nie przyjdzie. On marzy o tym, żebym jak najszybciej umarła”. Ale trzy dni później przychodzi– w czarnym garniturze, z koszem owoców. Stoi przed OIOM-em.
„Stwierdzono śmierć mózgu? ” „Jeszcze nie, ale sytuacja jest krytyczna. Chce pan wejść i ją zobaczyć? ” Kamil waha się.
„Nie trzeba. Jest nieprzytomna. Proszę informować, gdy będą konkretne wieści”. Doktor przypomina o zaległościach.
Kamil zmienia się na twarzy. „Nie mam pieniędzy. Kto wam kazał ją ratować? Podpisałem rezygnację, a wy zrobiliście operację.
Proście ją samą o pieniądze”. Doktor hamuje gniew. „Prawo stanowi, że małżonkowie mają obowiązek wzajemnej pomocy”. Kamil śmieje się.
„Obowiązek pomocy? Ona jest w stanie wegetatywnym. Kiedy umrze, załatwię sprawy spadkowe i ureguluję rachunki”. Odwraca się plecami i odbiera telefon.
„Cześć, Sylwuniu. Jestem w szpitalu. Ta żywa trąba jeszcze nie umarła. Lekarz mówi, że może być w stanie wegetatywnym.
Majątku nie można ruszyć, musimy czekać. Nie denerwuj się. Twoje dziecko jest najważniejsze. Wieczorem przyjdę”.
Odwraca się do doktora. „Jak umrze, proszę zadzwonić. Mam ważne spotkanie. Po co mam tu stać?
” I wychodzi bez słowa. Siedzę w pokoju gościnnym, ręce mi drżą z wściekłości. Mieszkam w szpitalu przez miesiąc. Ciało wraca do normy, psychika też.
Alicja zdaje relacje. Kamil po zamrożeniu kont jest jak mrówka na rozgrzanej patelni. Pożycza pieniądze, ale kontakty go zawodzą. Sylwia robi awantury, bo nie ma pieniędzy na raty za Porsche.
„Albo dasz mi pieniądze, albo zrywam”. Kamil jest przyparty do muru. Doktor Kwiatkowski dzwoni. „Dominiko, myślę, że jest blisko.
Dzisiaj powiedział– «nieważne ile to będzie kosztować, chcę, żeby umarła»”. Milczę. „Nadszedł czas. Przygotujmy dowody”.
Alicja informuje, że Kamil kontaktuje się z bykiem– lokalnym gangsterem z Pragi. Spotkali się trzy razy w prywatnej restauracji. Mecenas sprawdza byka. „Naprawdę nazywa się Jacek Kowal.
Ma wyroki za chuligaństwo, był podejrzany o umyślne spowodowanie obrażeń. Robi wszystko za pieniądze”. Proszę mecenasa, by dotarł do byka i z nim porozmawiał. Spotykają się w kawiarni na bulwarach.
Ja siedzę przy sąsiednim stoliku. Mecenas kładzie na stole kartę bankową. „Tu jest pięćdziesiąt tysięcy. Chcę, żeby pan coś dla mnie zrobił”.
Byk patrzy na kartę– oczy mu błyszczą. „Co takiego? ” „Kamil Wolski zlecił panu zabicie kogoś w szpitalu, prawda? Ja daję podwójnie”.
Byk milczy. „Powiedział, że da mi trzydzieści tysięcy za odłączenie rurki od respiratora. Po robocie miałem dostać jeszcze dwadzieścia”. Ręka trzymająca filiżankę lekko mi drży.
Trzydzieści tysięcy za moje życie. „Daję sto tysięcy, ale musi pan odegrać pewną scenę”. „Jaką? ” „Udaje pan, że przyjmuje zlecenie, ale nic pan nie robi.
Po wszystkim pójdzie pan ze mną na policję i złoży zeznania– jako świadek koronny. Wyjdzie pan po kilku dniach aresztu”. Byk waha się. „A jeśli Kamil się nie przyzna?
” „Nagramy rozmowę. Wystarczy, że zrobi pan, co mówię, a wyjdzie pan z tego cało, ze stu tysiącami w kieszeni. Jeśli nie– teraz idę na policję i zgłaszam was obu”. Byk kiwa głową.
„Dobra, wchodzę w to. Ale pieniądze z góry”. Mecenas przesuwa kartę. „Pin to sześć ostatnich cyfr numeru”.
Byk sprawdza i uśmiecha się. „Kiedy działam? ” „W piątek wieczorem. Kiedy pan przyjdzie, ja otworzę drzwi.
W sali będzie leżał sobowtór. Pan udaje odłączanie respiratora. Wszystko będzie nagrywane”. „A jeśli Kamil wejdzie ze mną?
” „Tym lepiej. Zgarniemy was obu”. Przez następne trzy dni Kamil codziennie przychodzi na zwiady. Udaje troskę, wypytuje pielęgniarki o godziny zmian i monitoring.
One zgodnie z instrukcjami udzielają szczegółowych informacji. „W piątek wieczorem na dyżurze będzie tylko jedna pielęgniarka”. Kamil zadowolony odchodzi. W piątek o 22:30 siedzę w samochodzie na podziemnym parkingu z mecenasem i Alicją.
Przez telefon oglądamy na żywo salę. Pani Krystyna leży nieruchomo, respirator pracuje rytmicznie. O 23 zero światła gasną. W drzwiach pojawia się sylwetka mężczyzny– czarna bluza z kapturem, maseczka, rękawiczki.
Byk podchodzi do łóżka, waha się chwilę, wyciąga rękę w stronę wtyczki. Nagle drzwi otwierają się z hukiem. Wpada Kamil z nożem w ręku. „Szefie, co ty tu robisz?
” Kamil dyszy. „Nie ufam ci samemu. Chcę na własne oczy zobaczyć, jak umiera”. Podchodzi do łóżka.
Patrzy. Zielona twarz. „Kto to, do cholery, jest? ” Zrywa maske tlenową.
Pani Krystyna krzyczy ze strachu. „Co wy robicie? Ja nic nie wiem. Jestem tylko aktorką wynajętą”.
Twarz Kamila jest blada jak ściana. Odwraca się do ucieczki, ale drzwi są zablokowane. Wpada kilku policjantów i rzuca ich na ziemię. „Niczego nie zrobiłem.
Przyszedłem odwiedzić żonę”. Dowodzący pokazuje nakaz aresztowania. „Kamilu Wolski, jest pan podejrzany o usiłowanie zabójstwa, przywłaszczenie mienia i defraudację. Wszystko, co pan powie, zostanie użyte przeciwko panu”.
Kamil skuty krzyczy. „Gdzie jest Dominika Borowska? Ona nie umarła, prawda? Wszyscy mnie wrobiliście”.
Patrzę na ekran telefonu, łzy płyną mi po policzkach. Alicja podaje chusteczkę. „Pani prezes, to koniec”. Wycieram oczy.
„Nie, to jeszcze nie koniec. Za nim stoją Ryszard Majewski i Sylwia. Wyślę ich wszystkich, jednego po drugim, za kratki”. Mecenas dodaje.
„Majewski i Sylwia na pewno spróbują uciec. Skontaktowałem się ze Strażą Graniczną. Nie uciekną”. Kiwam głową.
„Dobra. A teraz pora, żebym się pokazała”. Otwieram drzwi samochodu i idę w kierunku szpitala. Następnego dnia rano mecenas wraca z aresztu.
„Kamil załamał się psychicznie. Płacze i powtarza– «moja żona nie umarła». Najpierw zaprzeczał, ale po nagraniach zbladł. Zaczął błagać, że zezna wszystko”.
„Co zeznał? ” „Po pierwsze, przyznał, że przelał z firmy ponad trzy miliony– dla Sylwii i Majewskiego. Po drugie, podrobił pieczęć, by wyłudzić kredyt na dwa miliony. Po trzecie, przyznał się do spisku z bykiem– by w szpitalu odłączyć ci respirator”.
„Te dowody wystarczą na kilka lat”. „Przywłaszczenie, defraudacja, fałszowanie, usiłowanie zabójstwa– grozi mu ponad dziesięć lat, może nawet piętnaście”. „To za mało. Chcę, żeby zapłacił więcej.
Trzy lata temu– wypadek moich rodziców. Kamil powiedział– «jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym». Proszę sprawdzić, czy ten wypadek ma związek z Kamilem i Majewskim”. Mecenas milczy.
„Dobrze, ale musisz być przygotowana psychicznie. Śledztwo obejmie kilka województw”. „Nieważne, jak trudne. Muszę to sprawdzić.
Nie mogę pozwolić, żeby moi rodzice umarli na próżno”. Trzy dni później Kamil zostaje oficjalnie aresztowany. Wieść rozchodzi się. Sylwia pierwsza traci panowanie.
Dzwoni do Kamila bez skutku. Przyprowadza się do firmy i robi awanturę. „Jestem narzeczoną Kamila. Chcę się zobaczyć z Dominiką Borowską”.
Alicja zatrzymuje ją na dole i dzwoni do mnie. „Wpuść ją”. „Chcę ją zobaczyć”. Sylwia wchodzi do sali konferencyjnej.
Pięć miesięcy ciąży, makijaż, ale czerwone, opuchnięte oczy. Gdy widzi mnie przy głównym miejscu, zamiera. „Ty nie umarłaś”. Podnoszę filiżankę.
„Sylwio, dawno się nie widziałyśmy”. Jej twarz czerwienieje i blednie. „Ty udawałaś śpiączkę. Oszukałaś Kamila”.
„Nie tylko nie byłam w śpiączce, ale wszystko, co zrobiliście, zapamiętałam. Pieniądze, dom i samochód– wszystko z konta firmy. Przekazałam to na policję. Zastanów się, co powinnaś powiedzieć”.
Sylwia omal nie upada. Alicja sadza ją na krześle. Sylwia wybucha płaczem. „Pani prezes, pomyliłam się.
To Kamil mnie zmusił. Mówił, że cię nie kocha, że jesteś chora i jak umrzesz, to się ze mną ożeni. Byłam młoda i głupia. Proszę, daruj mi.
Mam w brzuchu dziecko”. Patrzę na nią bez cienia współczucia. „Masz dziecko, więc ja powinnam umrzeć? Zamiast płakać, zastanów się, czyje to dziecko”.
Kładę przed nią zdjęcie– Sylwia i Majewski stoją blisko siebie przy samochodzie. Jej twarz traci kolor. „Sylwio, często spotykałaś się z Ryszardem Majewskim. Czy Kamil o tym wie?
” Usta jej drżą. „Sylwio, Kamil jest aresztowany. Następny będzie Majewski. Jeśli będziesz współpracować, rozważę złagodzenie twojej odpowiedzialności.
Jeśli nie– pójdziesz siedzieć razem z nim”. Sylwia spuszcza głowę. Po długiej chwili szepcze. „Daj mi pomyśleć”.
„Daję ci jeden dzień. Zadzwoń do Alicji. Jeśli spróbujesz uciec– sprawię, że nigdy nie wrócisz do Warszawy”. Następnego dnia Sylwia dzwoni i chce się spotkać.
W prywatnej restauracji prawie nic nie je, ciągle płacze. „Po aresztowaniu Kamila Majewski zadzwonił i kazał mi przepisać dom i samochód na niego, a potem wyjechać. Poczułam, że coś jest nie tak, i nie zgodziłam się”. „Jakie masz relacje z Majewskim?
” „On jest przyjacielem Kamila. Ja też poznałam Kamila przez niego– to Majewski mnie z nim zapoznał”. „Mówił mi, że Kamil ma pieniądze, i że jak będę z nim, będę żyć w luksusie. Dopiero przyjechałam do Warszawy, nic nie rozumiałam”.
„A czego chciał Majewski? ” „Nie wiem dokładnie, ale raz słyszałam, jak kłócił się z Kamilem. Wspominali o jakimś wypadku samochodowym. Bieszczady.
Pieniądze. Byłam na dole. Nie dosłyszałam”. Moje serce zamiera.
„To, co dziś powiedziałaś, będziesz musiała powtórzyć jako zeznanie. Odważysz się? ” Sylwia podnosi głowę. „Odważę się.
Zrobię wszystko, co pani każe. Błagam tylko, niech mnie pani nie wsadza do więzienia. Mam dziecko”. „Dobrze.
Wracaj do domu. Spisz wszystko, co wiesz, zwłaszcza rozmowy Majewskiego z Kamilem. Mecenas się z tobą skontaktuje”. Gdy Sylwia wychodzi, siedzę długo.
Ryszard Majewski. Moi rodzice zginęli trzy lata temu w Bieszczadach. Majewski musi być w to zamieszany. Po ich śmierci przyszedł do mnie z pieniędzmi, mówiąc, że to gest od przyjaciela.
Byłam wtedy wzruszona. Teraz myślę, że to najgłębiej ukryty wąż. Dzwonię do mecenasa. „Sprawdź Majewskiego.
Ma związek z wypadkiem moich rodziców. Sprawdź akta tamtej sprawy. Chcę zobaczyć wszystkie dokumenty”. Tydzień po aresztowaniu Kamila w firmie panuje chaos.
Alicja ledwo stoi na nogach. Kamil zaciągnął pożyczki w imieniu firmy, a wierzyciele dobijają się do drzwi. Postanawiam wrócić do firmy. Tego ranka, w czarnym garniturze, wchodzę do biura.
Recepcjonistka otwiera szeroko oczy. „Pani prezes, wyszła pani ze szpitala? ” „Tak. Wróciłam zobaczyć, co u was słychać”.
Zwołuję wszystkich kierowników. „Miałam wypadek i leczyłam się w szpitalu. Dziękuję za waszą pracę, ale podczas mojej nieobecności niektórzy zrobili rzeczy, których nie powinni. Kamil Wolski jest aresztowany za przywłaszczenie, defraudację i usiłowanie zabójstwa.
Jego stanowiska są unieważnione. Firmą zarządzamy ja i Alicja”. Szum. Kuzyn Kamila, kierownik działu, wstaje.
„Pani prezes, mówi pani to za późno. Gdy Kamil tu był, firma działała. Teraz kto spłaci długi? ” Patrzę na niego obojętnie.
„Panie Andrzeju, czy Kamil wiedział, że co miesiąc zawyża pan koszty delegacji o pięć tysięcy? ” „Co pani wygaduje? ” Rzucam na stół plik rachunków. „Pańskie rozliczenia z półrocza.
Wszystkie faktury są fałszywe. Chce pan, żebym wysłała pana do szefa? ” Nogi mu zmiękły, siada bez słowa. „Firma ma kłopoty, ale nie pozwolę jej upaść.
Moi rodzice budowali ją od zera przez dwadzieścia lat. Od dzisiaj analizuję działalność i odzyskam przywłaszczone aktywa. Kto chce zostać– zapraszam. Kto nie– może pisać wypowiedzenie”.
Nikt się nie rusza. Starsza pracownica wstaje. „Pani prezes, ja zostaję. Skoro pani wróciła, mamy lidera”.
Inni ją popierają. Wracam do biura. Ledwo siadam, a dzwoni telefon. „Pani prezes, słyszałem, że pani wróciła”.
„Kto mówi? ” „To nieważne. Pan Ryszard Majewski zaprasza panią dziś o 19:00 do loży w hotelu Bristol. Chciałby porozmawiać”.
Ściskam telefon. „Dobrze. Będę”. Dzwonię do mecenasa.
„Majewski cię zaprosił. Nie idź sama”. „Pójdę z Adamem”. „Adam?
Kto to jest? ” „Przyjaciel. Wyjaśnię później”. Adama poznałam dzięki doktorowi Kwiatkowskiemu– jego kolega prowadzi pensjonat w Wetlinie.
Doktor sugerował, żebym po wyzdrowieniu pojechała w Bieszczady. Dał mi numer. Adam okazał się kimś więcej niż znajomym. Jego siostra pięć lat temu zginęła w wypadku w Bieszczadach.
Też zawiodły hamulce. Też na górskiej drodze. O 19:00 wchodzę do loży w Bristolzie. Majewski już siedzi na głównym miejscu.
Obok stoi ochroniarz. Pełno parujących potraw. „Dominiko, przyszłaś? Siadaj.
Słyszałem, że wyszłaś ze szpitala. Chciałem cię odwiedzić, ale bałem się przeszkadzać”. „Panie Majewski, chyba nie jesteśmy aż tak blisko. Proszę mówić do mnie pani prezes”.
Uśmiech na jego twarzy na chwilę znika. „Dobrze. Proszę siadać. Jedzenie jest dobre.
Specjalnie zamówiłem”. Nie patrzę na stół. „Panie Majewski, gdzie pan był, kiedy moi rodzice mieli wypadek? ” Ręka mu się zawaha.
„Wstyd się przyznać– byłem w Rzeszowie na spotkaniu. Dopiero po wypadku wróciłem. Byłem w szoku. Jak to możliwe, że w sprawnym samochodzie nagle zawiodły hamulce?
” Patrzę mu prosto w oczy. „Właśnie. Jak to możliwe? ” Unika wzroku.
„Jedzmy, jedzmy. Musisz się wzmocnić”. Nie biorę pałeczek. Majewski sam zaczyna jeść.
„Pani prezes, zaprosiłem panią z dwóch powodów. Po pierwsze– mogę pomóc odzyskać pieniądze, które Kamil roztrwonił. On jest winien wielu osobom. Ja mogę interweniować.
Po drugie– państwa firma ma problemy z płynnością. Ja działam w branży budowlanej. Jeśli się pani zgodzi, mogę zainwestować. Półtora miliona za trzydzieści procent udziałów.
I włączę was w mój projekt”. Rozumiem jego prawdziwy cel. Firma moich rodziców była warta co najmniej pięćdziesiąt milionów. Za grosze chce przejąć jedną trzecią i kontrolować wszystko.
„Doceniam propozycję, ale sprawami firmy wolę zająć się sama. To spuścizna po moich rodzicach”. Uśmiech mu zblednie. „Traktuje mnie pani jak obcego.
Ja nie jestem obcy. Znałem pani rodziców. Po ich wypadku to ja pierwszy byłem na miejscu. Pomagałem w załatwianiu spraw.
Przez wzgląd na to nie oszukałbym pani”. Zaciskam palce. „Pani jest młoda, dopiero co wyszła ze szpitala, a ma na głowie rozwód, sprawę karną i setki pracowników. Pozwól mi sobie pomóc.
Będzie pani miała spokój, a ja spłacę dług wobec pani rodziców”. „Panie Majewski, czy w sprawie wypadku moich rodziców ma pan czyste sumienie? ” W loży zapada cisza. Jego twarz się zmienia.
„Co masz na myśli? ” „Trzy lata temu górska droga w Bieszczadach. Ciężarówka straciła kontrolę i zderzyła się z samochodem moich rodziców. Policja mówiła, że kierowca był przemęczony.
Ale widziałam pewne rzeczy, które sprawiają, że myślę, że to nie było takie proste”. Jego spojrzenie zaiskrzyło. Pochyla się po herbatę. „Pani prezes, dopiero co wyszła pani ze szpitala.
Za dużo pani myśli. Widzę, że ta kolacja nie jest udana. Może kiedy indziej”. Wstaje, bierze płaszcz.
Przy drzwiach odzywam się. „Te osiemset tysięcy, które Kamil panu przelał, sprawdzę, dokąd trafiły. Mam nadzieję, że wtedy będzie pan równie zrelaksowany jak dzisiaj”. Jego kroki zatrzymują się na chwilę.
Nie odwraca się. Wychodzi. Siedzę sama wśród pełnego stołu. Majewski przyszedł, by mnie wybadać.
Był pewien, że mnie kupi. Pomylił się. Dominika Borowska nie jest już tą samą płaczącą dziewczyną sprzed trzech lat. Wyjmuję telefon i piszę do Adama.
„Majewski się ze mną spotkał. Chciał wejść do firmy, ale go spławiłam. Podejrzewam, że coś się wydarzy”. Adam szybko odpowiada.
„Rozumiem. Jestem już w Warszawie. Przyjadę”. Dwadzieścia minut później stoi w drzwiach loży.
Wysoki, około trzydziestki pięć, ciemny płaszcz, surowa twarz i głębokie oczy. „Opowiedz mi wszystko”. Powtarzam rozmowę z Majewskim. „Chce udziału w firmie, co znaczy, że firma ma dla niego wartość.
Kamil siedzi. Teraz spieszy się, żeby wejść do gry, zanim do niego dotrzesz. Będzie próbował cię powstrzymać”. „A ty w czym możesz mi pomóc?
” Adam wyjmuje telefon. „Znalazłem informacje o wypadku twoich rodziców. Pamiętasz zegarek kieszonkowy twojego ojca? ” „Jaki zegarek?
” „W dniu wypadku twój ojciec miał przy sobie stary zegarek. Dał go Kamilowi, żeby przekazał go tobie. Ale Kamil tego nie zrobił. Ten zegarek jest teraz u krewnego Kamila na wsi”.
Pokazuje mi zdjęcie. Stary, miedziany zegarek. Na wieczku wygrawerowana litera B. Obok leży pożółkła karteczka.
„Bogdan Mazur, Bieszczady”. Cała zesztywniałam. „Znają to nazwisko? ” „Nie znam”.
„Ten człowiek był kiedyś towarzyszem broni twojego ojca. Potem pokłócili się o interesy i wyjechał. Tuż przed wypadkiem twój ojciec się z nim kontaktował. Kamil o tym wiedział”.
„Kamilu, co jeszcze przede mną ukryłeś? ” „Twoi wrogowie to nie tylko Majewski. Kamil był pionkiem w cudzej grze. Ta partia dopiero się zaczyna”.
„To ją dokończmy”. Adam zamieszkuje w Warszawie niedaleko Wisły. Codziennie wysyła mi wiadomość z pytaniem, czy jestem bezpieczna. Mówi, że Majewski jest niebezpieczny.
„Kierowca ciężarówki, która zabiła twoich rodziców, zmarł w więzieniu niecały rok po wypadku. Zbyt wiele zbiegów okoliczności”. Postanawiam spotkać się z Kamilem w areszcie. Mecenas załatwia widzenie.
Tego dnia pada deszcz. Siedzę w szarym trenczu w sali widzeń. Gdy przyprowadzają Kamila, ledwo go poznaję. Schudł, ma zarost, oczy czerwone.
Wygląda, jakby postarzał się o dziesięć lat. „Dominiko, kochanie, w końcu przyszłaś”. Kładę przed nim dokumenty. „To pozew rozwodowy.
Podpisz, a nie będziemy mieli o czym rozmawiać”. Rzuca się w moją stronę. Strażnik go powstrzymuje. „Dominiko, popełniłem błąd.
Uratuj mnie. Jestem twoim mężem. Powiedz policji, że to wszystko nieporozumienie”. Patrzę bez emocji.
„Myślałeś o mnie, podpisując rezygnację z leczenia? Myślałeś o mnie, kupując Sylwii dom? Myślałeś o mnie, wynajmując byka? ” Otwiera usta, ale nie wydaje dźwięku.
„Przyszłam, by cię o jedną rzecz zapytać. Co się stało z wypadkiem moich rodziców? Jeśli powiesz prawdę, rozważę znalezienie ci lepszego adwokata”. Kamil spuszcza głowę.
Po chwili podnosi ją. Jego oczy są czerwone. „Trzy lata temu twój ojciec pokłócił się z Bogdanem Mazurem. Ojciec powiedział, że Mazur spiskuje z ludźmi, by oszukać firmę.
Twój ojciec chciał go wyrzucić. A potem mieliście wypadek. Czułem, że coś jest nie tak, ale nie miałem dowodów”. „Gdzie jest Mazur?
” „Po wypadku zniknął. Tuż przed śmiercią twój ojciec dał mi zegarek. W środku była karteczka z napisem Bogdan Mazur Bieszczady. Kazał mi go tobie przekazać”.
„Czemu tego nie zrobiłeś? ” „Otworzyłem i się przestraszyłem. Czułem, że ktoś mnie śledzi. Ukryłem zegarek.
Z czasem zapomniałem”. „Zapomniałeś. Bałeś się, że spalisz się w ogniu. Wolałeś pogrzebać sprawę, by ratować własną skórę”.
Kamil milczy. „A Majewski? ” „Majewski zawsze bał się Mazura. Raz po pijaku powiedział, że Mazur to prawdziwy wielki szef.
Potem zaprzeczył”. „A wypadek moich rodziców? ” Kamil milczy długo. „Czułem, że z Majewskim jest coś nie tak.
Po twoim wypadku przyszedł i powiedział, że pomoże mi zarządzać firmą. Nie zgodziłem się. A potem poznał mnie z Sylwią”. Poczułam chód.
Sylwia była człowiekiem Majewskiego. Ta cała intryga zaczęła się trzy lata temu. Wstaję. Kamil nagle woła.
„Dominiko, zatrzymaj się”. Płacze. „Podpiszę pozew. Błagam tylko, niech moja matka o tym nie wie.
Jest chora”. Nie odwracając się, mówię. „Podpisz. Pomogę ci odzyskać część pieniędzy.
To ostatnia przysługa, jaką ci wyświadczę”. Wychodząc, deszcz wciąż pada. Adam czeka z parasolem. „Jak poszło?
” „Niewiele wie, ale wspomniał o Bogdanie Mazurze. Moi rodzice pokłócili się z nim przed wypadkiem. Kamil ukrył zegarek ojca z karteczką”. Oczy Adama błyszczą.
„Bogdan Mazur. Sprawdzałem go. Kiedyś służył w wojsku w Bieszczadach. Był towarzyszem broni twojego ojca.
Potem pokłócili się o interes. Ten człowiek jest teraz w Vancouver. Ma co najmniej cztery luksusowe wille– łączna wartość ponad dziesięć milionów dolarów kanadyjskich. Zadeklarowane dochody– sto tysięcy rocznie”.
„Pomyśl, co się za tym kryje”. Biorę głęboki oddech. „Sprawdźmy to. Kamil powiedział, że Majewski poznał go z Sylwią.
Sylwia jest człowiekiem Majewskiego, a Majewski jest w stałym kontakcie z Mazurem. Ta sieć jest coraz większa”. Adam patrzy na mnie poważnie. „Jesteś gotowa?
Teraz możesz stanąć twarzą w twarz z ludźmi o wiele bardziej niebezpiecznymi niż sobie wyobrażasz”. Podnoszę głowę na szare niebo. „Moi rodzice zginęli na górskiej drodze. Kamil podpisał rezygnację z mojego leczenia.
Majewski chciał za grosze przejąć firmę. Wszyscy są mistrzami gry aktorskiej. Myślisz, że jest coś, czego mogłabym się bać? ” Adam milczy tylko i przesuwa parasol w moją stronę.
Deszcz pada coraz mocniej. Robię kilka kroków i zatrzymuję się. „Adamie, mówiłeś, że twoja siostra zginęła w wypadku w Bieszczadach. Pięć lat temu– też na górskiej drodze, też zawiodły hamulce.
Myślisz, że te dwie sprawy są powiązane? ” Adam milczy. „Sprawdzam to od pięciu lat. Znalazłem tylko jedno nazwisko”.
„Jakie? ” „Bogdan Mazur”. Stojimy w deszczu, patrząc na siebie. Nie musimy nic więcej mówić.
Oboje wiemy, że to będzie ciężka walka. I ja muszę ją wygrać.


