Kiedy otworzyłam oczy na oddziale ratunkowym, nie mogłam się ruszyć, ale słyszałam wszystko. Kamil stał za drzwiami z lekarzem i mówił o moim krwotoku wewnątrzczaszkowym i pękniętej śledzionie. Operacja kosztowała 80 tysięcy złotych, a on spokojnie oznajmił, że jej nie będzie. „Jestem jej mężem.

Mam prawo podpisać oświadczenie o rezygnacji z leczenia” – powiedział tym samym lodowatym tonem, który znałam od siedmiu lat, ale dopiero teraz usłyszałam w nim prawdę. Doktor Kwiatkowski krzyczał, że Kamil mnie zabija, że mam szansę na ratunek. Kamil tylko się zaśmiał i wyjaśnił, że gdy umrę, cały mój wielomilionowy majątek przejdzie na niego. Podpisał rezygnację, powiedział, że musi gdzieś jechać, i zostawił mnie samą z krwią spływającą do uszu.
Zdążyłam tylko pomyśleć: musisz żyć, żeby zobaczyć, jak on za to zapłaci. Trzy dni później obudziłam się na intensywnej terapii. Doktor Kwiatkowski powiedział, że to cud, że przetrwałam. Kamil ani razu nie zadzwonił, ani razu nie przyszedł, chociaż szpital dzwonił do niego ponad dwadzieścia razy.
Za to przyniósł mi rzeczy znalezione przy mnie – kartę SIM i nagranie z wideorejestratora. Kiedy je odtworzyłam, zobaczyłam Kamila z Sylwią, naszą byłą stażystką. Leżała z nogami na desce rozdzielczej i pytała, kiedy się z nią ożeni, bo jest w czwartym miesiącu ciąży. Kamil szczypał ją w policzek i odpowiadał, żeby poczekała, aż „załatwi sprawy z tamtą kobietą”.
Mówił, że mój wypadek to moje przeznaczenie i że wszystko – firma, dom, oszczędności – będzie ich. Alicja, moja dyrektorka finansowa, przyniosła do szpitala księgi rachunkowe. Kamil przelał z firmy ponad trzy miliony złotych. Kupił Sylwii mieszkanie i Porsche, a panu Majewskiemu, z którym firma nie miała żadnych interesów, przelał osiemset tysięcy.
Następnego dnia po moim przyjęciu do szpitala poszedł do banku i wyłudził kredyt na dwa miliony, podrabiając pieczęć firmową. Zadzwoniłam do mecenasa Lisowskiego, przyjaciela moich rodziców. Poprosiłam go o trzy rzeczy: zamrożenie całego majątku, zmianę testamentu tak, by Kamil nie dostał ani grosza, i odebranie mu wszystkich stanowisk w firmie. Mecenas zgodził się, ale pod jednym warunkiem – mam udawać śpiączkę tak długo, jak to możliwe.
Udawałam przez pół miesiąca. Kamil przychodził dwa razy. Za drugim razem przyprowadził Sylwię, która stała przy moim łóżku i mówiła, że jestem „żywą trupką”, że jak umrę, będzie mieszkać w moim domu i sypiać z moim facetem. Kiedy wyszli, zadzwoniłam do doktora Kwiatkowskiego i poprosiłam o przepustkę.
Musiałam działać. Mecenas pokazał mi zdjęcie Sylwii z Ryszardem Majewskim, kolegą Kamila. Podejrzewał, że Sylwia nie jest zwykłą kochanką. Zrozumiałam, że za nią stoi ktoś inny.
I wtedy przypomniałam sobie słowa Kamila z nagrania: „Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym”. Poczułam chłód w sercu. Czy on też miał z tym coś wspólnego? Postanowiłam wywabić węża z nory.
Doktor Kwiatkowski miał ogłosić, że mój stan się pogorszył. Mecenas miał rozpuścić plotkę o testamencie. A ja znalazłam sobowtórkę – panią Krystynę, aktorkę drugoplanową, która po makijażu wyglądała jak ja. Przez miesiąc leżała w moim łóżku na OIOM-ie, a ja ukrywałam się w pokoju gościnnym i obserwowałam wszystko przez monitoring.
Kamil przychodził coraz częściej, pytając, czy już umarłam. Kiedy doktor powiedział mu, że może zostać w stanie wegetatywnym, Kamil odpowiedział, że nie ma pieniędzy i żeby szpital prosił o nie mnie, bo on ureguluje rachunki dopiero po mojej śmierci, gdy załatwi sprawy spadkowe. Dzwonił co kilka dni z pytaniem, czy już nie żyję, tonem, jakby pytał o pogodę. Alicja doniosła mi, że Kamil spotyka się z jakimś bykiem, gangsterem z Pragi, który specjalizuje się w brudnej robocie.
Mecenas spotkał się z bykiem w kawiarni nad Wisłą i zaproponował mu sto tysięcy za współpracę. Byk przyznał, że Kamil obiecał mu trzydzieści tysięcy za odłączenie respiratora. Kiedy usłyszałam tę kwotę, ręka trzymająca filiżankę zadrżała. Trzydzieści tysięcy za moje życie.
W piątek wieczorem byk wszedł do sali, gdzie leżała pani Krystyna. Zgodnie z planem miał tylko udawać, że odłącza respirator. Ale nagle do sali wpadł Kamil z nożem w ręku, bo nie ufał bykowi. Kiedy zerwał masce z twarzy pani Krystyny, zamiast mnie zobaczył przerażoną aktorkę.
Wtedy do sali wpadli policjanci i rzucili obu na ziemię. Siedziałam w samochodzie na parkingu, patrząc na to wszystko przez telefon. Alicja podała mi chusteczkę i powiedziała, że to koniec. Pokręciłam głową.
Nie, to jeszcze nie koniec. Za Kamilem stali Majewski i Sylwia. Miałam zamiar wysłać ich wszystkich za kratki, jednego po drugim. Kamil załamał się w areszcie.
Przyznał się do przywłaszczenia ponad trzech milionów, do podrobienia pieczęci i do spisku z bykiem, żeby mnie zabić. Groziło mu ponad dziesięć lat. Ale ja chciałam więcej. Poprosiłam mecenasa, żeby sprawdził wypadek moich rodziców sprzed trzech lat.
Kamil powiedział, że mój ojciec pokłócił się z Bogdanem Mazurem tuż przed śmiercią, a potem rodzice zginęli na górskiej drodze w Bieszczadach, bo zawiodły hamulce. Adam, człowiek, który pomagał mi w śledztwie, powiedział, że jego siostra też zginęła w taki sam sposób pięć lat wcześniej. I że obie sprawy mogą mieć związek z tym samym nazwiskiem – Bogdan Mazur, który teraz mieszka w luksusowej willi w Vancouver. Sylwia przyszła do firmy z płaczem, błagając o litość.
Pokazałam jej zdjęcie z Majewskim i zapytałam, czy Kamil o nim wie. Złamała się i zgodziła zeznawać. Powiedziała, że Majewski kazał jej zbliżyć się do Kamila, że kiedyś słyszała, jak rozmawiali o wypadku w Bieszczadach i o pieniądzach. Majewski zaprosił mnie na kolację do hotelu Bristol.
Proponował półtora miliona za trzydzieści procent udziałów w firmie. Udawał troskę, mówił, że był przyjacielem moich rodziców. Zapytałam go wprost, czy ma czyste sumienie w sprawie ich wypadku. Zmienił się na twarzy, ale szybko wrócił do uśmiechu i wyszedł.
Zostałam sama przy zastawionym stole. Wiedziałam, że to dopiero początek. Kamil siedział w areszcie, Sylwia miała zeznawać, ale Majewski i Mazur wciąż byli na wolności. Wyjęłam telefon i wysłałam wiadomość do Adama: „Majewski się ze mną spotkał.
Podejrzewam, że dzisiaj wieczorem coś się wydarzy”.


