DOM, KTÓRY MILCZAŁ
ROZDZIAŁ 4 — POKÓJ POD DOMEM
Klara odwróciła się.
Drzwi gabinetu były zamknięte.
Adrian stał przy biblioteczce.
Za nim ziała czarna przestrzeń schodów prowadzących pod dom.
Z dołu dobiegał nierówny oddech.
A potem głos.
— Klara?
Jej serce zamarło.
To był głos jej ojca.
Starszy.
Słabszy.
Ale prawdziwy.
Klara ruszyła w stronę schodów.
Adrian złapał ją za nadgarstek.
— Poczekaj.
— Puść mnie.
— Nie wiesz, co jest na dole.
— Wiem, że mój ojciec tam jest.
— Nie masz pewności.
Klara wyrwała rękę.
— Słyszałam go.
— Można podrobić głos.
Klara spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Naprawdę nadal będziesz mnie okłamywał?
Adrian spuścił wzrok.
— Próbuję cię ochronić.
— Nie potrzebuję twojej ochrony.
— Właśnie dlatego możesz zginąć.
Klara zatrzymała się.
— Kto jest na dole?
Adrian nie odpowiedział.
— Adrian.
— Człowiek, który chce, żebyś myślała, że to twój ojciec.
Z dołu dobiegło uderzenie.
Jakby ktoś kopnął w drzwi.
— Klara! — krzyknął głos.
Tym razem wyraźniej.
— Nie słuchaj go!
Adrian pobladł.
Klara zobaczyła jego reakcję.
— Znasz ten głos.
— Tak.
— Kto to?
Adrian spojrzał na schody.
— Marek.
Klara zamarła.
— Twój wujek?
— Tak.
— Powiedziałeś, że go nie ma.
— Powiedziałem, że nie wiem, gdzie jest.
— Kłamałeś.
— Tak.
Klara ruszyła w dół.
Adrian natychmiast za nią.
Schody kończyły się przy ciężkich stalowych drzwiach.
Na ścianie obok znajdowała się stara żarówka.
Migotała.
Klara nacisnęła klamkę.
Drzwi były zamknięte.
— Klucz — powiedział Adrian.
— Masz go?
— Nie.
Klara przypomniała sobie drugi klucz z metalowej kasety.
Wyjęła go.
Wsunęła do zamka.
Klik.
Drzwi się otworzyły.
W środku znajdował się mały pokój.
Jedno łóżko.
Stół.
Stare radio.
Kilka pudeł.
Na ścianie wisiały fotografie.
Klara weszła powoli.
— Tato?
Nikt nie odpowiedział.
Na łóżku leżał mężczyzna.
Klara zatrzymała się.
Siwe włosy.
Wychudzona twarz.
Długa broda.
Mężczyzna podniósł głowę.
Klara zasłoniła usta dłonią.
— Tato…
Daniel Wysocki spojrzał na nią.
Przez kilka sekund tylko patrzył.
Potem wyszeptał:
— Wyrosłaś.
Klara ruszyła do niego.
Daniel próbował wstać.
Zachwiał się.
Klara złapała go za ramiona.
— Tato!
Objęła go.
Daniel przycisnął twarz do jej włosów.
— Przepraszam.
Klara zaczęła płakać.
— Powiedzieli mi, że nie żyjesz.
— Wiem.
— Gdzie byłeś?
— Tutaj.
— Przez siedemnaście lat?
Daniel zamknął oczy.
— Przez siedemnaście lat.
Klara odsunęła się.
— Kto ci to zrobił?
Daniel spojrzał na Adriana.
Jego twarz natychmiast stwardniała.
— On.
Klara odwróciła się.
Adrian stał przy drzwiach.
— Nie.
Daniel podniósł rękę.
— To on otworzył drzwi tamtej nocy.
— Tato, Adrian mówił…
— Adrian kłamie.
Adrian nie odpowiedział.
Klara patrzyła na niego.
— Powiedz coś.
— Nie teraz.
— Powiedz!
Adrian wszedł do pokoju.
Daniel chwycił metalowy pręt leżący obok łóżka.
— Nie zbliżaj się.
Adrian zatrzymał się.
— Nie przyszedłem cię skrzywdzić.
— Już to zrobiłeś.
Klara stanęła między nimi.
— Dosyć!
Daniel spojrzał na nią.
— On nie jest twoim bratem.
— Wiem.
— Nie. Nie wiesz.
Daniel odwrócił głowę.
— Powiedziałem mu, żeby cię chronił.
Adrian zacisnął szczękę.
— I chroniłem.
Daniel zaśmiał się gorzko.
— Przez siedemnaście lat trzymałeś ją z dala ode mnie.
— Bo inaczej ją zabili!
Klara zamarła.
Daniel opuścił pręt.
Adrian mówił dalej.
— Chciałem cię uwolnić.
— A jednak mnie zamknąłeś.
— Bo nie miałem wyboru.
Klara patrzyła na obu.
— Kto chciał mnie zabić?
Nikt nie odpowiedział.
— Kto?!
Daniel spojrzał na ścianę.
— Helena.
Klara cofnęła się.
— Moja matka?
— Twoja matka nie działała sama.
Adrian zrobił krok do przodu.
— Tato…
Daniel spojrzał na niego.
— Nie nazywaj mnie tak.
Adrian zatrzymał się.
— Przez całe życie nazywałem cię ojcem.
— I przez całe życie wiedziałeś, że nie jesteś moim synem.
Klara spojrzała na Adriana.
— Więc kim jesteś?
Adrian milczał.
Daniel odpowiedział za niego.
— Synem Anny.
Klara zmarszczyła brwi.
— Twojej pierwszej żony?
Daniel skinął głową.
— Anna była matką Adriana.
— Ale mówiłeś, że nie żyje.
Daniel spojrzał na Adriana.
— To właśnie jest największe kłamstwo Heleny.
W tym momencie nad nimi rozległ się głośny huk.
Wszyscy spojrzeli w sufit.
Klara podniosła głowę.
— Co to było?
Adrian wybiegł na schody.
Klara ruszyła za nim.
Daniel próbował wstać.
— Nie zostawiajcie mnie.
Klara wróciła i pomogła mu.
— Idziesz z nami.
— Nie.
— Nie zostawię cię tutaj.
Daniel spojrzał jej w oczy.
— Klara, posłuchaj mnie.
— Nie.
— Jeśli wyjdziemy razem, ona będzie wiedziała, że wszystko się skończyło.
— Kto?
Daniel wyszeptał:
— Helena.
Kiedy dotarli na piętro, drzwi wejściowe były otwarte.
W salonie nie było Heleny.
Szyby w oknie były rozbite.
Na podłodze leżał przewrócony stolik.
Klara podbiegła do stołu.
— Gdzie jest mama?
Adrian spojrzał na otwarte drzwi.
— Uciekła.
Daniel podszedł powoli.
— Nie.
— Co?
— Helena nie ucieka.
Adrian spojrzał na niego.
— Co więc robi?
Daniel odpowiedział:
— Przygotowuje się.
Nagle rozległ się dźwięk samochodu.
Silnik.
Klara wybiegła na taras.
Czarny samochód wyjeżdżał przez bramę.
Za kierownicą siedziała Helena.
Na tylnym siedzeniu znajdowała się Marta.
Klara zamarła.
— Dlaczego Marta jest z nią?
Adrian spojrzał na samochód.
— Bo Marta wie, gdzie jest druga kaseta.
Klara odwróciła się.
— Druga?
Daniel skinął głową.
— Pierwsza była dla ciebie.
— A druga?
— Dla policji.
Samochód Adriana ruszył kilka minut później.
Klara siedziała z przodu.
Daniel z tyłu.
Adrian prowadził.
Jan siedział obok Daniela.
— Dokąd jedziemy? — zapytała Klara.
Daniel odpowiedział:
— Do starego domu Anny.
— Gdzie to jest?
— Dwadzieścia kilometrów stąd.
Adrian spojrzał na niego w lusterku.
— Myślałem, że spłonął.
— Nie spłonął.
— Co?
Daniel spojrzał przez szybę.
— Sprawiłem, żeby wszyscy tak myśleli.
Klara odwróciła się.
— Co jeszcze ukrywałeś?
Daniel spuścił głowę.
— Zbyt wiele.
— Zacznij mówić.
— Helena dowiedziała się, że chcę przepisać cały majątek na ciebie.
Adrian zesztywniał.
— Co?
— Dom. Firmę. Wszystko.
— Dlaczego?
Daniel spojrzał na Klarę.
— Bo ty byłaś jedyną osobą, której ufałem.
Adrian zaśmiał się bez humoru.
— A mnie?
— Ciebie chciałem chronić.
— Przed czym?
Daniel milczał.
Adrian uderzył dłonią w kierownicę.
— Przed czym?!
— Przed Heleną.
Klara spojrzała na brata.
— Co ci zrobiła?
Adrian nie odpowiedział.
Daniel powiedział:
— Kiedy miałeś osiemnaście lat, Helena powiedziała ci, że jeśli mnie zdradzisz, zniszczy Klarę.
Klara zamarła.
— Mnie?
— Tak.
Adrian zacisnął dłonie na kierownicy.
— Miała dowody.
— Jakie?
Adrian odpowiedział cicho:
— Sfałszowane dokumenty.
— Na co?
— Na śmierć Anny.
Klara patrzyła na niego.
— Co miała na myśli?
Adrian odwrócił wzrok.
— Że to ja ją zabiłem.
W samochodzie zapadła cisza.
Daniel powiedział:
— Helena zmusiła Adriana do podpisania zeznań, których nigdy nie złożył.
— Dlaczego?
— Bo chciała przejąć wszystko.
Klara zaczęła rozumieć.
— A ty?
Daniel spojrzał na nią.
— Odkryłem to.
— I wtedy upozorowałeś swoją śmierć?
— Tak.
— Żeby uciec?
— Żeby znaleźć dowody.
Klara spojrzała na ojca.
— I znalazłeś?
Daniel skinął głową.
— Wszystkie.
Wtedy samochód gwałtownie zahamował.
Jan poleciał do przodu.
Adrian zaklął.
Na drodze stał samochód.
Ten sam, który widzieli przed domem.
Helena wysiadła.
W ręku trzymała broń.
Klara zamarła.
Daniel natychmiast położył rękę na jej ramieniu.
— Nie wysiadaj.
Helena podeszła do samochodu.
— Daniel.
Adrian wysiadł.
— Mamo.
Helena spojrzała na niego.
— Odejdź.
— Nie.
— Powiedziałam: odejdź.
Adrian stanął przed maską.
— Skończyło się.
Helena podniosła broń.
— Nie zmuszaj mnie.
Klara wysiadła.
— Mamo.
Helena spojrzała na nią.
— Wróć do samochodu.
— Nie.
— Klara!
— Przez siedemnaście lat trzymałaś mojego ojca pod ziemią.
Helena zacisnęła szczękę.
— Robiłam to dla ciebie.
— Nie.
Klara zrobiła krok.
— Robiłaś to dla siebie.
Helena wskazała broń w jej stronę.
Adrian natychmiast stanął przed Klarą.
— Nie.
Helena zawahała się.
— Adrian…
— Jeśli chcesz kogoś skrzywdzić, najpierw będziesz musiała przejść przeze mnie.
Klara chwyciła go za ramię.
— Odsuń się.
— Nie.
— Adrian.
— Nie pozwolę jej.
Helena opuściła broń.
I wtedy zaśmiała się.
Cicho.
Prawie spokojnie.
— Naprawdę myślicie, że to ja jestem tutaj największym problemem?
Daniel wysiadł z samochodu.
— Helena.
— Nie.
Spojrzała na niego.
— Powiedz im.
Daniel zamarł.
— Powiedz im, kto naprawdę podpisał akt własności.
Klara spojrzała na ojca.
— Co?
Helena wyjęła z kieszeni dokument.
— Dom nigdy nie należał do Daniela.
Podała papier Adrianowi.
Adrian spojrzał.
Jego twarz zmieniła kolor.
— Nie…
Klara wyrwała mu dokument.
Przeczytała pierwszą stronę.
Nazwisko właściciela:
ANNA WYSOCKA.
Data:
2004.
Klara spojrzała na matkę.
— Anna była właścicielką domu?
Helena odpowiedziała:
— Tak.
Daniel zamknął oczy.
— Helena…
— A teraz najważniejsze.
Helena spojrzała na Klarę.
— Anna nigdy nie była pierwszą żoną Daniela.
Klara zamarła.
— Co?
— Była jego siostrą.
Cisza.
Jan zrobił krok do tyłu.
Adrian spojrzał na Daniela.
— To niemożliwe.
Daniel nie odpowiedział.
Helena uśmiechnęła się przez łzy.
— Całe życie okłamywano was wszystkich.
Klara spojrzała na ojca.
— Tato?
Daniel spuścił wzrok.
— To prawda.
Adrian cofnął się.
— Więc Anna…
— Była moją siostrą — powiedział Daniel.
Klara poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg.
— A Adrian?
Helena spojrzała na niego.
— Adrian nie jest synem Anny.
Adrian pobladł.
— Nie.
Helena powiedziała:
— Jest synem Daniela.
Klara odwróciła się do brata.
— Więc…
Helena dokończyła:
— Adrian jest twoim przyrodnim bratem.
Klara spojrzała na Daniela.
— Dlaczego powiedziałeś, że nim nie jest?
Daniel milczał.
— Dlaczego?
W końcu odpowiedział:
— Bo chciałem, żebyś nigdy nie dowiedziała się, kto jest twoją prawdziwą matką.
Klara zesztywniała.
Helena zamknęła oczy.
Daniel powiedział:
— Helena nie jest twoją biologiczną matką.
Klara przestała oddychać.
Adrian patrzył na nią w osłupieniu.
— Klara…
Daniel zrobił krok.
— Twoja matka nie żyje.
Klara pokręciła głową.
— Nie.
— Zmarła, kiedy byłaś mała.
— Nie.
— Helena wychowała cię jak własną córkę.
Klara spojrzała na Helenę.
Wszystkie wspomnienia nagle zaczęły się rozpadać.
Pierwszy dzień szkoły.
Urodziny.
Choroba.
Nocne rozmowy.
Nigdy nie słyszała od Heleny:
Jesteś podobna do mnie.
Nigdy.
Helena płakała.
— Chciałam być twoją matką.
Klara cofnęła się.
— Kim więc była moja prawdziwa matka?
Daniel spojrzał na nią.
I po raz pierwszy od siedemnastu lat powiedział jej prawdę.
— Kobietą, której imienia nie wolno mi było wypowiedzieć.
Klara wyszeptała:
— Jak miała na imię?
Daniel zamknął oczy.
— Maria.
Helena nagle krzyknęła:
— Nie!
Daniel spojrzał na nią.
— Już wystarczy.
Helena rzuciła broń na ziemię.
— Jeśli jej powiesz, wszystko się skończy.
Klara spojrzała na matkę.
— Co się skończy?
Helena podniosła głowę.
— Twoje życie, jakie znasz.
W oddali rozległy się syreny.
Jan spojrzał na drogę.
— Policja.
Helena uśmiechnęła się.
— Nie.
Klara zmarszczyła brwi.
— Co?
Helena spojrzała na nią.
— To nie policja.
Syreny ucichły.
Na drodze pojawiły się trzy czarne samochody.
Z pierwszego wysiadło dwóch mężczyzn.
Z drugiego — Marta.
W ręku trzymała małą metalową kasetę.
Helena spojrzała na nią.
— Masz ją?
Marta skinęła głową.
Klara zrobiła krok w tył.
— Mamo?
Helena spojrzała na nią.
— Przepraszam.
Marta otworzyła kasetę.
W środku znajdował się dokument.
I fotografia.
Klara spojrzała na zdjęcie.
Na fotografii była kobieta o ciemnych włosach.
Maria.
Obok niej stała mała Klara.
A za nimi…
Helena.
I mężczyzna, którego Klara nigdy wcześniej nie widziała.
Marta podała Helenie dokument.
Helena przeczytała go szybko.
Jej twarz nagle stężała.
— Oni już wiedzą.
Daniel spojrzał na nią.
— Kto?
Helena podniosła wzrok.
— Ludzie, przed którymi ukrywałeś Klarę.
Klara poczuła, jak ktoś chwyta ją za ramię.
Odwróciła się.
Jeden z nieznajomych mężczyzn stał tuż za nią.
— Klara Wysocka?
Adrian natychmiast ruszył.
— Puść ją!
Mężczyzna wyciągnął dokument.
— Nie jesteśmy tutaj po nią.
Adrian zatrzymał się.
— Więc po kogo?
Mężczyzna spojrzał na Daniela.
— Po niego.
Daniel zbladł.
Klara spojrzała na ojca.
Mężczyzna powiedział:
— Panie Wysocki, siedemnaście lat temu upozorował pan własną śmierć.
Daniel milczał.
— A teraz jest pan winny czegoś znacznie większego.
Klara stanęła przed ojcem.
— Czego?
Mężczyzna spojrzał na nią.
— Morderstwa Marii.
Daniel zamknął oczy.
Klara odwróciła się do niego.
— Tato?
Daniel nie odpowiedział.
Helena zaczęła płakać.
A Adrian wyszeptał:
— Klara…
— Co?
Adrian spojrzał na nią.
— Maria nie była twoją matką.
Klara zamarła.
— Więc kim była?
Adrian spojrzał na Daniela.
— Kobietą, dla której twój ojciec zniszczył całą rodzinę.
I wtedy Daniel powiedział:
— Nie.
Wszyscy spojrzeli na niego.
— Maria była twoją siostrą.
Klara cofnęła się.
Świat na moment ucichł.
A potem w oddali rozległ się pierwszy grzmot.
Daniel spojrzał na Helenę.
— Powiedziałaś jej wszystko oprócz jednej rzeczy.
Helena nie odpowiedziała.
— Maria żyje.
Klara spojrzała na niego.
— Co?
Daniel wskazał na jeden z czarnych samochodów.
— I właśnie jedzie tutaj.



