ROZDZIAŁ 3 — ŚWIADKOWIE, KTÓRZY MILCZELI

OSTATNIE NAZWISKO NA OPASCE

ROZDZIAŁ 3 — ŚWIADKOWIE, KTÓRZY MILCZELI

Na sali zapanowała martwa cisza.

Nikt się nie poruszył.

Na wszystkich ekranach wciąż trwało nagranie z monitoringu.

Profesor Damian Różycki stał na środku korytarza ratunkowego z wyciągniętą ręką.

Jego głos był czysty.

Wyraźny.

Nie pozostawiał miejsca na wątpliwości.

Nie pozwólcie jej dotknąć tej pacjentki. Nieważne, co się stanie.

Kilka osób na sali komisji odwróciło głowy w stronę profesora.

Ktoś upuścił długopis.

Metalowy stukot odbił się echem od ścian.

Różycki pobladł.

– To… to zostało zmanipulowane.

Nikt mu nie odpowiedział.

Nagranie trwało dalej.

Widać było Emilię biegnącą z noszami.

Potem moment, w którym młody rezydent sięga po adrenalinę.

Profesor zatrzaskuje szufladę.

Zatrzymuje go.

Kolejne sekundy.

Pacjentka przestaje oddychać.

A dopiero później lekarz z intensywnej terapii przebiega przez korytarz i podaje lek.

Sala słyszała każde słowo.

Każdy alarm monitora.

Każdy krzyk męża pacjentki.

To nie była wersja szpitala.

To była prawda.


– Wyłączyć to!

Różycki poderwał się z miejsca.

Jeden z informatyków siedzących pod ścianą nerwowo naciskał klawisze.

Ekrany nie reagowały.

– Nie mogę!

– Powiedziałem: wyłączyć!

– Nie mam dostępu!

Profesor podszedł do monitora i szarpnął przewód zasilający.

Ekran zgasł.

Sekundę później obraz pojawił się ponownie.

Na następnym monitorze.

Potem na kolejnym.

Aż wszystkie ekrany w budynku wyświetlały to samo nagranie.

Na korytarzach.

W poczekalni.

Na oddziale chirurgii.

W stołówce.

Pacjenci podnosili głowy.

Pielęgniarki zatrzymywały się w pół kroku.

Lekarze patrzyli na ekrany bez słowa.

Cały szpital oglądał tę samą scenę.


W sali komisji prawnik szpitala poderwał się z krzesła.

– To cyberatak!

– Nieważne! – przerwała mu przewodnicząca. – Czy nagranie jest prawdziwe?

– Nie możemy tego potwierdzić.

– Ale też nie możecie zaprzeczyć.

Prawnik zamilkł.


Emilia nie spuszczała wzroku z profesora.

– Powiedział pan, że naraziłam pacjentkę.

Nie odpowiedział.

– To pan zabronił rozpocząć leczenie.

Cisza.

– Ilu ludzi widziało tę scenę?

Profesor zacisnął szczękę.

– Nie odpowiem.

– Ilu?

Jego dłonie zaczęły drżeć.

Po raz pierwszy wyglądał jak człowiek, który stracił kontrolę.


Drzwi sali otworzyły się gwałtownie.

Do środka wbiegła pielęgniarka Lena Zielińska.

Oddychała ciężko.

– Przepraszam…

Spojrzała na Emilię.

– Pacjentka się obudziła.

Emilia zrobiła krok naprzód.

– Możemy z nią rozmawiać?

Lena pokręciła głową.

– Nie zdążyłam.

– Dlaczego?

– Ktoś próbował ją przewieźć.

Cała sala spojrzała na nią.

– Dokąd?

– Nie wiem.

– Kto wydał polecenie?

Lena wyciągnęła kartkę.

– Transfer został podpisany elektronicznie.

Emilia spojrzała na nazwisko.

Profesor Damian Różycki.

– To niemożliwe – powiedział prawnik.

Lena uniosła dokument.

– Kod autoryzacyjny zgadza się z jego kontem.

Profesor poderwał się.

– Nigdy tego nie podpisywałem!

– To pański podpis cyfrowy.

– Ktoś go ukradł!

Emilia zmrużyła oczy.

– Jeszcze przed chwilą twierdził pan, że nikt nie manipulował systemem.

Profesor zamilkł.


– Musimy natychmiast zabezpieczyć pacjentkę – powiedziała przewodnicząca.

Dwóch policjantów, którzy dotąd stali przy wejściu, ruszyło do drzwi.

Profesor zastąpił im drogę.

– To sprawa wewnętrzna szpitala.

– Proszę się odsunąć.

– Nie.

– Profesorze…

– Powiedziałem: nie.

Jeden z policjantów zrobił krok do przodu.

Profesor chwycił go za rękaw.

– Nie wejdziecie na mój oddział.

Policjant spokojnie odsunął jego dłoń.

– Już nie jest tylko pański.

Atmosfera zgęstniała.

Reporterzy stojący za szybą zaczęli nagrywać.


Nagle telefon Leny zadzwonił.

Spojrzała na ekran.

Zbladła.

– To oddział intensywnej terapii.

Odebrała.

– Tak?… Co?!

Jej twarz momentalnie pobielała.

– Już idziemy!

Rozłączyła się.

Emilia złapała ją za ramię.

– Co się stało?

– Pacjentki nie ma.

– Jak to nie ma?

– Zniknęła.


Cała grupa wybiegła z sali.

Korytarze szpitala zamieniły się w chaos.

Lekarze.

Pacjenci.

Ochrona.

Wszyscy patrzyli na ekrany, na których nadal odtwarzano kompromitujące nagranie.

Policjanci biegli w stronę intensywnej terapii.

Emilia była tuż za nimi.

Drzwi sali numer dziewięć były otwarte.

Łóżko stało puste.

Koce leżały na podłodze.

Kroplówka kołysała się jeszcze na stojaku.

Jakby ktoś wyszedł zaledwie kilka sekund wcześniej.

– Zamknąć wszystkie wyjścia! – krzyknął policjant.

Ochroniarze rzucili się do wind.

Rozległ się alarm.

Automatyczne drzwi wejściowe zablokowały się.


Emilia zauważyła coś pod łóżkiem.

Schyliła się.

Leżała tam opaska identyfikacyjna pacjentki.

Ta sama, którą widziała dzień wcześniej.

Ale tym razem na odwrocie znajdował się nowy napis.

Nie numer pokoju.

Jedno krótkie zdanie zapisane niebieskim markerem.

„Nie szukaj mnie na górze.”

Emilia poczuła dreszcz.

– Co to znaczy?

Marek, który właśnie dobiegł do sali, spojrzał na opaskę.

Jego twarz momentalnie straciła kolor.

– O Boże…

– Zna pan to pismo?

– Tak.

– Czyje?

Marek długo milczał.

W końcu wyszeptał:

– To pismo mojej córki.

Emilia spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Pańskiej córki?

Marek zamknął oczy.

– Zaginęła dziewięć lat temu.

Zapadła cisza.

– Ostatni raz widziano ją…

Spojrzał w stronę windy prowadzącej do starego skrzydła szpitala.

– …w pokoju 614.

Na końcu korytarza zabrzęczała stara winda, która według planów budynku od lat była wyłączona z użytku.

Drzwi powoli zaczęły się otwierać.

W środku… nie było nikogo.

Na podłodze leżała tylko zakurzona karta dostępu z nazwiskiem:

Dr Emilia Nowak.

I wtedy światła zgasły po raz drugi.